Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Aggression

Aggression - Verse

Aggression

Wykonawca:

Verse

10 /10

Pewnego razu odwiedził mnie znajomy, zatwardziały fan metalu. Słuchałem akurat Verse, a on po chwili stwierdził, że brzmi to jak hardcorowa Anathema. Każdy ma prawo do swojej opinii, powiem tylko, że w jednym chłopak się nie mylił, i poniekąd domyślam się, o co mu chodziło.

Amerykanie byli przedstawicielami emocjonalnego hardcore punka. Co oznaczało, że w ich muzyce można odnaleźć sporo klimatu.

Verse wydało trzy płyty, "Aggression" z 2008 roku był albumem pożegnalnym. I muszę przyznać, że nie mogli uczynić tego w lepszy sposób, nagrali bowiem najlepszy album w swojej krótkiej karierze. Na dodatek, z pewnością jest to jedna z najlepszych płyt wydanych w tym gatunku. Tych pięciu facetów z Providence w stanie Rhode Island prochu nie wynalazło. A jednak udało im się nagrać album wyjątkowy. Pozbierali różne elementy hardcorowego grania i połączyli to wszystko bardzo umiejętnie w doskonałą całość.

"Aggression" uderza przede wszystkim brzmieniem. Bardzo klarownym, ale niepozbawionym chropowatości, co z jednej strony daje odpowiednią moc ich utworom, z drugiej natomiast zapewnia potrzebną przestrzeń w bardziej klimatycznych fragmentach.

Amerykanie z wyczuciem budują klimat płyty, nie od razu atakują hardcorowymi pociskami, których zresztą na "Aggression" jest niewiele. Akurat tyle, by płyta nie stała się monotonna. Więcej jest tu utrzymanych w średnich tempach utworów, niekiedy z nagłymi zrywami, ale nigdy w szaleńczym tempie. Udało im się skomponować dużo ciekawych melodii i zapadających w pamięć riffów. W tym tkwi siła tego niedługiego albumu. Mnóstwo tematów, które osiadają w pamięci i na długo w niej pozostają. Każdy utwór ma jakiś riff, do którego chce się wracać. Trzeba przyznać, że (nie rozkładając już tej płyty na czynniki pierwsze) jest zwyczajnie porywająca.

Rozkrzyczany wokal Seana Murphy'ego też robi swoje. Zwłaszcza, że można zrozumieć, co wykrzykuje, przez co nie tylko muzyka, ale i teksty zostają w głowie. Doskonałymi tego przykładami są numery "Old Guards, New Methods" oraz "Signals". W tym pierwszym znakomitemu, rwącemu riffowi towarzyszy wokal Murphy'ego, który wykrzykuje tekst przechodzący ze zwrotki w refren:

"Wealthy wolves smell blood of opportunity. Send in the sheep to develop a New Orleans. A new twist for an old division game. New wars. New kings. The pigs came here to take everything. No wars. No kings. We gotta stop the blood-letting".

I końcowy riff, jeden z najlepszych, jakie słyszałem w tym gatunku, kiedy Murphy powtarza "No wars". Mistrzostwo. Podobnie w "Signals", kiedy do równie znakomitego riffu Murphy wrzeszczy:

"The life you live is a life of stupidity like those on pages of a Hollywood magazine.  See the stars in your eyes and the glamour you'll never see because you live on your knees...You've found true love inside an empty scene. You live in a bad dream". Powalający numer, muzycznie i lirycznie.

Nawet jeśli Verse nie stworzyli kamienia milowego w tym gatunku, z pewnością nagrali jedną z najlepszych, zapadających w pamięć, poruszających płyt. Od niej można zacząć przygodę na lata z hardcore'm. A starzy wyjadacze znaleźli w niej to, co najlepsze. Klimat, porywające numery, znakomite brzmienie i wypełniony emocjami album. A to wszystko zamknięte w niespełna 30 minutach. I tylko czas pokaże, czy album stanie się klasykiem.

Sebastian Urbańczyk