Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Perfect Excuse

Perfect Excuse - Formis

Perfect Excuse

Wykonawca:

Formis

Gatunek:

Death metal

7 /10

"Perfect Excuse" ucieszy zapewne wszystkich, którzy od początku śledzili poczynania sosnowieckiej Iscariorty. Muzycy Formis z powodzeniem kontynuują bowiem stylistykę tej formacji, którą zresztą do jeszcze niedawna współtworzyli.

Historia "Perfect Excuse" jest dość szczególna. Główne filary Formis - gitarzyści: Hubert Nowak i Marek Woźniak - przed powstaniem ich obecnej grupy grali we wspomnianej Iscariocie. Materiał, który trafił na recenzowany album, powstał jeszcze z myślą o tamtym zespole. Gdyby zresztą wyszedł jeszcze pod poprzednim szyldem, wszyscy zapewne uznaliby, że muzycy powrócili poniekąd do swoich korzeni. Podczas gdy na, wydanym jeszcze pod wcześniejszym logiem, Pół na pół znalazły się utwory osadzone w thrashowych ramach, na debiucie Iscarioty można było usłyszeć wyraźne deathmetalowe zacięcie. Podobne granie, niepozbawione progresywnych ciągotek, wypełnia teraz debiutancką płytę Formis.

Dźwięki zawarte na krążku mogą kojarzyć się z twórczością nieodżałowanego Death. Album jest bowiem częściową kontynuacją pomysłów Huberta Nowaka, jakie realizował on w swojej poprzedniej kapeli. Od zawsze chyba zafascynowany ekwilibrystyką Chucka Schuldinera (któremu swoją drogą poświęcony jest jeden z utworów) daje upust swoim fascynacjom już w czasie pierwszych sekund "Perfect Excuse".

Riff otwierający "Social Status" brzmi jakby był żywcem wyjęty z legendarnego "Symbolic" Death. Miłośnikom technicznego, i niepozbawionego melodii, death metalu puls nie opadnie także przy trochę mniej efekciarskim "The Priest of Fake". Dla mnie punktem kulminacyjnym albumu są jednak trzy następujące po sobie utwory - "By Accident", "R.I.P" oraz "The Round Table". We wszystkich gościnnie pojawia się Teresa Amroziak, której delikatny wokal paradoksalnie udało się dobrze wkomponować w brutalną muzykę grupy. Tymi trzema numerami zespół pokazuje także jak sprawnie potrafi żonglować nastrojem w swojej twórczości oraz z właściwym umiarem - tak by nie zaszkodzić całości kompozycji - dawkować efektowne popisy techniczne.

Album wieńczy instrumentalne "Sapphire", w którym gościnnie solówkę na basie zagrał Jędrzej Łaciak, kiedyś udzielający się w The No-Mads. I tu po raz kolejny nasuwają się wyraźne skojarzenia z Death. Łaciaka nie bez powodu ktoś określił kiedyś polskim DiGiorgio. Żałuję, że z utworu uczyniono jednak tylko krótkie outro, zamiast bardziej wykorzystać jego potencjał.

Swoim debiutem Formis daje się poznać, jako zespół już dojrzały, świadomy swojej stylistyki oraz jednocześnie nie bojący się lekko eksperymentować. Jedyne, czego można byłoby sobie życzyć, to może właśnie większej odwagi w eksploatowaniu, wcale nie wąskich, ram stylistycznych obranego przez nich gatunku. Liczę, że kolejny materiał będzie jeszcze lepszy i bardziej zaskakujący.     

Jacek Walewski