Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Afterimages

Afterimages - Exiled

Afterimages

Wykonawca:

Exiled

Gatunek:

Death metal

7 /10

Śląsk od zawsze był ostoją rodzimego metalowego grania. Zresztą, nieważne czy to death metal czy heavy metal, południe dumnie reprezentuje nasz kraj za granicą.

Żorska grupa, o jakże uroczej nazwie Exiled, to kolejny dowód na to, że death metal po pierwsze: nie umarł, a po drugie: może być podany w bardzo żywej, organicznej formie, zarówno z odpowiednią dozą technicznego zabarwienia jak i melodii.

''Afterimages'' to debiut załogi Radosława Nawrockiego, który razem z perkusistą jest niewątpliwym atutem całego wydawnictwa. Ta siedmioutworowa płyta jest nie lada gratką dla fanów tego typu łojenia, zwłaszcza dla tych, którzy z uwagą śledzą rodzimy underground. Album rozpoczyna najbrutalniejszy spośród wszystkich, rozpędzony ''Evoler''. Blasty Dryfa sypią się istnymi salwami, a (niestety niezrozumiały) growl Marcina Główczyńskiego góruje nad całością. Atutem utworu, prócz niezwykle szybkiego tempa i nieco mechanicznej pracy perkusisty, są (jak i we wszystkich kompozycjach) partie solowe Radka. ''Liars to The Flames'' to już nieco wyższa i znacznie bardziej połamana szkoła jazdy, gdzie tempo co rusz zostaje podkręcane, a żeby znaleźć jeden główny motyw przewodni, trzeba się nieźle nagimnastykować. Na całe szczęście, tuż za ''rogiem'' czai się mój osobisty faworyt na całym ''Afterimages'', świetny, wbijający się w czerep ''None Shall Pass'', z doskonałymi solówkami, oraz perfekcyjnym zwolnieniem w środku, gdzie nareszcie całkiem wyraźnie ryczy Marcin. Z moich osobistych doświadczeń, wiem, że nauka tego numeru nie była prosta, i w okresie poszukiwań nowego drummera większość, z niżej podpisanym włącznie, na etapie ''None Shall Pass'' poległa.

''The Rope'' to nieco bardziej thrash metalowa jazda, z gęstym wykorzystaniem klasycznego umpa-umpa, oraz nieco nowocześniejszych zagrywek. Numer później, pojawia się ''Under'', gęsty, klimatyczny, utrzymany w średnim tempie neckbreaker, z połamaną rytmiką. ''Under'' to przy okazji najbardziej szwedzki ze wszystkich utworów, który w sumie, mimo wszystko, odstaje od reszty. ''Instrumental'' to miły przerywnik od super brutalnej sieczki, oraz dowód na to, że Exiled równie dobrze może grać muzykę przestrzenną, w pewnym sensie ciepłą i odświeżającą. Fajnie, że Radek i spółka pokusili się o tego typu zabieg. Album wieńczy rozbudowany, wielowątkowy ale i na wskroś brutalny ''No Reason to Live'', który zaskakuje melodyjną końcówką i daje nadzieje na to, że kolejny materiał z niestety brzydkim logo Exiled, będzie jeszcze dojrzalszy, ciekawszy, oraz.... melodyjniejszy od poprzedniego. Widać, a raczej słychać, że mają ku temu ciągoty.

Są jednak minusy - brzmienie. Mamy XXI wiek, i granie bez triggerów choćby na stopie jest po prostu karygodne. Zwłaszcza, że Dryf czasami gra nieco krzywo, a natłok dźwięków kartofli nie ukryje. Marcin mógłby jeszcze popracować nad dykcją, a okładka powinna rzeczywiście przypominać cover, a nie zdjęcie robione w paincie. I to by było chyba na tyle. Nie wiem do jakich formacji by tu porównywać Exiled, ale jeśli lubicie dobry death metal spod znaku Decrepit Birth, The Crown a momentami nawet w stylu Kataklysm będziecie usatysfakcjonowani. Obok również debiutującego na scenie Aesthesis - najbardziej obiecujący death metalowy akt. No, nie zapominajmy o Beheading Machine!

Grzegorz ''Chain'' Pindor