Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Ten Shades Of Blue

Ten Shades Of Blue - Joe Pitts

Ten Shades Of Blue

Wykonawca:

Joe Pitts

Gatunek:

Blues

7 /10

Na sam dźwięk słowa "składanka" wielu uszy więdną. Nic dziwnego, wszak słuchanie muzyki zawartej na hipermarketowej składance powinno być sklasyfikowane jako jeden z rodzajów tortur. Są też poważniejsze składanki, wydawane przez artystów, których pomysły artystyczne są na wyczerpaniu, podobnie jak stan gotówki. Autorem najbardziej oryginalnej składanki jest jednak Joe Pitts, zawodowy bluesman.

Joe Pitts to pochodzący z Arkansas wokalista i gitarzysta. Arkansas jest jednym z południowych stanów USA i tak się przypadkowo składa, że Joe Pitts właśnie w stylistyce południowego blues-rocka czuje się najlepiej. By udowodnić, że z niejednego pieca jadł chleb, postanowił wydać zestaw utworów dokumentujących jego życiowe inspiracje. Tym sposobem ukazała się płyta "Ten Shades Of Blue".

Nazwa albumu jest adekwatna do jego zawartości, a więc znajdziemy nań dziesięć utworów prezentujących dziesięć odcieni bluesa. Utwory te są w zasadzie coverami, a wśród autorów znajdziemy nazwiska m.in. Muddy’ego Watersa, Waltera Trouta, Elmore’a James’a i Johna Mayalla. Nie ma jednak co ukrywać - Joe Pitts najlepiej czuje się w konwencji południowego blues-rocka. W związku z tym najbardziej przekonywająco wypada w utworach najbliższych mu stylistycznie. A raczej, można by powiedzieć: w tych kompozycjach mniej słyszalny jest brak wszechstronności Joe Pitts'a. Najgorzej wypada w standardzie Muddy’ego Watersa. W utworze tym artyście udało się niewiele przemycić chicagowskiego bluesa, a komiczna, niemrawo imitująca brzmienie James’a Cottona, harmonijka tylko pogrąża to wykonanie. Nie można jednak powiedzieć, że "Ten Shades Of Blue" to kiepski album. Oprócz tego nieszczęsnego utworu Watersa, wszystkich kompozycji słucha się bardzo przyjemnie. Potęgują to wrażenie wartości instrumentalne. Joe Pitts jest dobrym wokalistą i wybornie gra na gitarze, nierzadko posługując się techniką slide. Czasem brzmi niemal jak Warren Haynes!

Bez wątpienia wątek edukacyjny na "Ten Shades Of Blue" kuleje. Zdarzają się na płycie kompozycje przyzwoicie przywołujące klimat oryginału; są też takie, które wołają co najwyżej o pomstę do nieba. Nie zmienia to jednak faktu, że najnowsza płyta Joe Pitts’a prezentuje się nie najgorzej od strony muzycznej i jeśli skupimy się tylko na tym wątku, to z pewnością się nie zawiedziemy.

Kuba Chmiel