Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Our Darkest Days

Our Darkest Days  - Ignite

Our Darkest Days

Wykonawca:

Ignite

10 /10

"Fifthy years/the death of a nation/Poverty for all/ but freedom's the exception/...the murder/the Torture/the Terror/the Famine/Fifty years under the communist regime" - 'Poverty for all'.

Ignite powstało w '93 roku. Ich muzyka trafiła na właściwe tory wraz z dołączeniem wokalisty o węgierskich korzeniach - Zoliego Teglasa. Szerszą uwagę przykuli w roku 2000 albumem "A Place Called Home".  Sześć lat później nagrali najlepszą plytę w karierze. Płytę niemalże wzorcową dla gatunku - "Our Darkest Days".

Ignite to reprezentanci kalifornijskiego hardcore punka, co znaczy, że ich utwory są energetyczne, melodyjne i bardzo przebojowe. Nic dziwnego, że gdzie się nie pojawią, z miejsca zdobywają nowych fanów. Sam mam w pamięci dwa koncerty w Warszawie w czasie trasy promującej wspomniany album. Najpierw sami odwiedzili stolicę, nieco później wrócili z Death Before Dishonor. Oba koncerty były znakomite. W czasie drugiego ze wspomnianych gigów, Teglas wystąpił w koszulce z napisem Polska, a w przerwach między numerami pokazał się jako człowiek świadomy historii naszego regionu. A jak wiadomo, Polak Węgier dwa bratanki... Pamiętam, jak ludzie wypełniający klub po brzegi śpiewali tekst z intro "Our Darkest Days" albo do akustycznej wersji "Slowdown". Ciary, ciary, ciary. Tyle wspomnień.

"Our Darkest Days" to płyta absolutna w tym gatunku. Amerykanie nie spieszyli się z rejestracją materiału, odczekali sześć lat, które minęły od wydania poprzedniej płyty, zebrali mnóstwo znakomitych pomysłów, co dało oczekiwany owoc. Dopełnieniem stały się zaangażowane teksty. Czasem w temacie aktualnych (wówczas) wydarzeń na arenie międzynarodowej ("Bleeding", "Fear Is Our Tradition"), innym razem nawiązujące do historii współczesnej ("Poverty For All"), wreszcie nie zabrakło bardziej osobistych tematów ("My Judgment Day", "Slowdown"), czy o uniwersalnym wymiarze ("Know Your History").

"Our Darkest Days" to płyta bardzo gitarowa. Na tym instrumencie spoczywa ciężar utworów. Nie ma tu jednak zawiłych solówek czy jakichś skomplikowanych riffów granych z prędkością światła. Nie jest łatwo napisać tyle prostych, przebojowych i zapadających w pamięć riffów, a im się ta sztuka udała. Nie sposób znaleźć też na krążku słabego utworu, czy też w ogóle odstającego od reszty. A to również rzadkość. To przede wszystkim sprawia, że płyty można słuchać długo i jeszcze przez lata do niej wracać. Większość numerów jest utrzymana w średnim tempie, ale jest też kilka hardcorowych pocisków, jak choćby "Are You Listening" czy "Poverty For All".

Amerykanie poprawili też produkcję w stosunku do wcześniejszych wydawnictw, dzięki czemu ten gitarowy atak ma odpowiednią moc. Klarowna produkcja pomaga też usłyszeć partie pozostałych instrumentów, które nie giną w tle tej gitarowej jazdy.

Na płycie pojawia się cover U2 "Sunday Bloody Sunday", który na żywo zbiera swoje żniwo w postaci rozśpiewanych fanów. A kończy ją akustyczny "Live For Better Days", który jak wiadomo napisany został po samobójczej śmierci jednego z kolegów muzyków. Nie jest to jednak popowy wyciskacz łez, tylko numer z dobrym przesłaniem. Ten ostatni kończy się folkowym zakończeniem, śpiewanym po węgiersku.

Limitowana koncertowa edycja wzbogacona została o bonusowy numer "Last Time" oraz wersję demo "Bleeding". Na krążku jest też video do tego ostatniego.

Ta płyta pomaga rozświetlić każdy mrok, przynajmniej na 40 minut. Każdy, kto szuka nieskomplikowanego, przebojowego, energetycznego grania, powinien szybko zaopatrzyć się w ten album. Mistrzostwo gatunku.

Sebastian Urbańczyk