Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Devilicious

Devilicious - Ethelyn

Devilicious

Wykonawca:

Ethelyn

Gatunek:

Death metal

7 /10

Ethelyn to podopieczni Psycho Records. Nie wiem czy label znacie, czy też nie, ale jeśli śledzicie krajowy death/black metal, to w ich katalogu być może znajdziecie to czego szukacie. Ja osobiście nie wskażę Wam, za które wydawnictwo brać się w pierwszej kolejności, ale mogę jedynie podpowiedzieć, że dwójka Ethelyn (po tylu latach!) może zaspokoić nieco bardziej tradycyjnych metalheads.

''Devilicious'', wbrew pozorom, nie jest materiałem długim i niebotycznie rozbudowanym, jak na tak brutalne dźwięki. To negatywne wrażenie, mogące zniechęcić słuchacza wywołuje ilość utworów na wydawnictwie, dokładniej w liczbie czternastu, energetycznych (umownie, bo nie do końca) death/black metalowych wyziewów, z niespodziankami. Czyli jednak, w gąszczu i natłoku salw dźwięków, z naciskiem na bezkompromisową metalową brutalność (a i blastów nie brakuje), można się mile zaskoczyć? A i owszem, bo nader wszystko ''Devilicious'' to album całkiem melodyjny, łatwo przyswajalny, nie wywołujący żadnych negatywnych odczuć, ot jedynie, może nieco zbyt rzemieślniczy. To określenie nie jest jednak ujmą, a przynajmniej nie tak wielką jak można przypuszczać, bo członkowie Ethelyn mimo wszystko nagrali bardzo spójny krążek, który z racji na całkiem sensowną produkcję, pozwala na wciśnięcie przycisku repeat. Co więcej, świadomie i z lekkim uśmieszkiem na twarzy, pozwalającym cofnąć się w czasie o kilka lat wstecz, zapominając o światowej dominacji deathcore'a, jak i skostniałej formie death metalu, na międzynarodowej arenie. Brak oryginalności jest jednak minusem, którego (jeszcze) nie przesłonią nawet (o dziwo całkiem dobre!) inspiracje Dissection i Immortal. Ale pies to trącał, kto i na kim się tu wzoruje, grunt, że ostateczny rezultat w pełni zaspokaja potrzeby męskiego, złożonego grania, które w swej formie potrafi zarówno solidnie przyjebać po pysku, jak i wprawić w pewien trans - własnym, posępnym klimatem.

Wokalnie bardzo przekrojowo - od podniosłych wokaliz, przez ryki, niskie growle oraz typowo black metalowe skrzeki rodem z płyt... no takich jakich każdy fan black metalu słucha na co dzień (śmiech). Jak z rogatym co najwyżej mogę pójść na bruderschaft, tak z Ethelyn, nawet gdy z głośników leci ''siara'', chętnie spożyłbym kilka procentów więcej, niż jest w złocistych napojach, odpoczywając od sieki w trakcie interludiów i przerywników, dobrze wkomponowanych w całość ''Devilicious''. Jestem pod wrażeniem gry sekcji rytmicznej, gdzie nawet bas ma swoje miejsce, a perkusista Morbid, bębniący również w Repossession, pokazuje, że ów black/death metal ma do zaoferowania coś więcej niż tylko blasty.

Album wieńczy niespodzianka w postaci '' Pocket Full of Satan'', której - nalegam - nieważne w jakiej formie, po prostu trzeba posłuchać. Jeden z redakcyjnych kolegów na łamach konkurencyjnego portalu stwierdził, że katował się tym utworem, tak mocno, jak fani Legii kochają się z Polonią i Lecha z całą resztą rodzimej ligi piłki nożnej. Wierzę mu, a ''Devilicious'', płycie pełnej smaczków (choćby delikatne klawiszowe pasaże), wystawiam ocenę dokładnie taką, na jaką zasługuje. Opoczno może wreszcie dumnie zaistnieć na Polskiej mapie metalu.

Grzegorz ''Chain'' Pindor