Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Esoteric Order

The Esoteric Order - Puteraeon

The Esoteric Order

Wykonawca:

Puteraeon

Gatunek:

Death metal

7 /10

Bardzo kiepska, komputerowa okładka "The Esoteric Order", która nie wystraszyłaby nawet Kubusia Puchatka (a w Prosiaczku wywołałaby co najwyżej delikatną falę paniki), momentalnie odrzuca od płyty.

Błędem byłoby jednak wyrobić sobie zdanie na temat krążka tylko w oparciu o "zdobiący" go obrazek. Poza tym, i tak 90 % słuchaczy zapozna się z nim uprzednio dzięki sieci, w związku z czym kontakt z owym tandetnym coverem nie będzie szczególnie intensywny, jeśli w ogóle jakiś będzie.

Dlaczego zaczynam od okładki? Bo do muzy zawartej na tej płycie taki plastik za cholerę nie pasuje. Grobowy, oldschoolowy i oczywiście szwedzki death metal w wykonaniu Puteraeon aż prosi się o coś lepszego na front. Skoro zdefiniowanie zawartości debiutanckiego wyziewu młodzieńców mam już za sobą, właściwie mógłbym na tym zakończyć tę recenzję. "The Esoteric Order" bez problemu zyskuje szwedzki znak jakości; to niemal kanoniczny death metal, skomponowany, zaaranżowany i nagrany zgodnie z wszelkimi prawidłami tego gatunku, w wersji typowej dla naszych zamorskich sąsiadów. Niestety, nawet przez chwilę nie wychodzi poza niemiłosiernie ograny już schemat.

No powiedzmy, że czasem wkradnie się jakiś thrashowy patent, jak choćby niemal slayerowa zagrywka w końcówce "Dead Once More", czy też ciekawie zagrana, całkiem w stylu Gorefest, solówka w tym samym kawałku. Jest też na przykład instrumentalny "The Innsmouth Insanity" z delikatnym użyciem klawiszy. I parę innych momentów. Tak czy owak, kilka jaskółek wiosny nie czyni. Pomimo jednak, że nie dzieje się tu nic oryginalnego, Puteraeon ładnie rozgrywa schematami. Przykładem niech będzie taki choćby "Experience Zombification", który rozpoczyna się niemal doomowym walcem, przechodzącym następnie w bardzo szybką resztę utworu. Efekt naprawdę elegancki, murowany hit koncertowy, zdmuchujący głowy z karków. Ale nie zawsze jest tak różowo (to znaczy czarno, bo przecież w królestwie śmierci wszystko jest czarne). Zbyt rzadko bowiem kapela decyduje się na tego typu kontrasty.

Dominują więc średnie tempa, a przyjęty przez Puteraeon styl zbliża ich przede wszystkim do twórczości Grave. Ich starsi koledzy po fachu radzili sobie (i wciąż radzą) z tym nieco lepiej. Szwankuje tu trochę zróżnicowanie utworów w obrębie płyty, przez co mają one tendencję do zlewania się w jedną całość. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy słuchamy ich pojedynczo; wówczas jest naprawdę dobrze. Kiedy jednak te same numery serwowane są jeden za drugim, tracą sporo ze swego uroku. Wszystkie wskazane mankamenty sprawiają, że po "The Esoteric Order" sięgną prawdopodobnie jedynie najzagorzalsi miłośnicy szwedzkiego oldschoola. W tym ja, bo ten materiał sprawił mi niemało radochy.

Jest jednak jeszcze jeden problem związany z tym albumem, przez który narzekać mogą nawet owi 'diehards' - 56 minut i aż 13 kawałków to zdecydowanie zbyt wiele. Taki czas trwania całości mógłby zabić nawet dzisiejsze absolutne klasyki tej stylistyki. Jest kwestią bezdyskusyjną, że takie granie najbardziej błyszczy, kiedy podchodzi pod 40 minut, ewentualnie delikatnie tę barierę przekraczając. Wycięcie trzech kompozycji (najlepiej tych z samego końca) zadziałałoby na słuchacza niczym łyk Redbulla, a samemu krążkowi tylko przydałoby rumieńców. Nie wspominając o zespole, który, gdyby dorzucił jakiś cudzes, czy co tam innego, miałby gotową,  całkiem konkretną epkę albo też połowę splitu. Umiejętność pozostawiania w szufladzie słabszych pomysłów czy jak kto woli, zdolność do dzieciobójczej selekcji stworzonego materiału, również warto w sobie wykształcić.    

Generalnie jednak daleki jestem od potępiania "The Esoteric Order". Jest klimat, są odpowiednie umiejętności muzyków i wyczucie stylu, klasyczny growling i szwedzka melodyka, a kawałki co najmniej przyzwoite. Ja to kupuję.

Szymon Kubicki