Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Silence is Betrayal

Silence is Betrayal - First Blood

Silence is Betrayal

Wykonawca:

First Blood

Gatunek:

Metalcore

9 /10

No cóż, nie będę tutaj zbytnio czarował i starał się na siłę udowadniać jakim to fajnym zespołem jest First Blood, bo będąc po prostu szczerym, w modern hc chyba nie mają większej konkurencji. I to już niezależnie czy ktoś będzie to rozpatrywał jako metalcore, beatdown czy cokolwiek innego. W ogóle jakaś zabawa w tagi średnio mi tutaj pasuje, bo to, co robi ze słuchaczem First Blood zasługuje wyłącznie na peany.

''Silence is Betrayal'' to drugi pełnowymiarowy album Amerykanów, i doskonały dowód na to, że hardcore w bardzo zmetalizowanej formie ma się świetnie. W dodatku z konkretnym przekazem tekstowym, dotykającym poważnych zagadnień społecznych, w tym - parafrazując tytuł 'cisza to zdrada' - ideałów, jak i własnej godności. Nie jest to niby niczym nowym, ale forma w jakiej te dźwięki zostają podane - nowoczesne, cyfrowe brzmienie, masa zajebistych riffów, POTĘŻNE breakdowny, zmiany temp, czy wreszcie - niesamowite chórki (nawet lepsze od samych wokali!), nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego, kto nagrał najlepszy album hc w 2011 roku, choć ten dopiero się zaczął.

Krążek rozpoczyna ''Intro'', które tak dobrą sprawę intrem nie jest, gdyż beatdownowy wstęp przeradza się w jeden z niezaprzeczalnych hitów albumu - ''Silence'', rozpędzoną beatdown/hardcore'ową petardę, która jest niejako zwiastunem tego, z czym będziemy mieć do czynienia do samego końca płyty. Dokładnie: z nieustającą młócką nawet w super szybkich tempach (mój faworyt ''Fear''), które nie daje ani na moment odpocząć. Jako, że jestem świeżo po koncercie First Blood śmiało przyznaję, że wszystkie numery zawarte na ''Silence is Betrayal'' to koncertowe killery i zazdroszczę wszystkim, którzy widzieli First Blood więcej niż raz, bo koncertów w takim wykonaniu prędko się nie zapomina.

Na krążku nie ma solówek, od czasu do czasu pojawiają się jakieś melodyjne smaczki, czy sample z wypowiedzi polityków, ale chcąc nie chcąc, przez ten krótki czas trwania albumu, non stop dzieje się chłosta. Jedynym minusem jest jedynie niezbyt dobre potraktowanie basu, którego najzwyczajniej w świecie mogłoby być w finalnym masteringu więcej. Przy breakdownach owszem, słychać to podbicie i ten ''bulgot'', ale w trakcie łamiącej kark sieczki napędzanej przez perkusistę formacji, nie ma zbyt wielu momentów na to, by udzielający się w chórkach basista dał znać o swoim istnieniu. A szkoda. Mimo wszystko dwójka First Blood to pieprzony klasyk, monument i podsumowanie tego, jak powinno się grać hardcore - gdzie dzieje się dużo, a album wyprodukowany jest na światowym poziomie i pod żadnym pozorem się nie nudzi. ''Silence is Betrayal'' to manifest biednej, ciemiężonej i wiecznie upokarzanej społeczności Stanów Zjednoczonych, to odezwa do wszystkich tych, którzy mogą cokolwiek zrobić, a tego nie robią. I gwarantuję, że gdyby tak każdego tchórza katować tym dziełem, tak świat stałby się lepszym miejscem dla odważnych ludzi.

Grzegorz ''Chain'' Pindor.