Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dead Again

Dead Again - Suicidal Angels

Dead Again

Wykonawca:

Suicidal Angels

9 /10

Wydawać by się mogło, iż Grecja to ser feta, oliwki i kawałki podpartych ruin. Aż tu nagle pojawił się zestaw pewnych aniołków. No, może do standardowych posiadaczy skrzydeł trochę im brakuje, ale za to mają spore szanse zasiąść w Panteonie Metalu.

Suicidal Angels narobili już sporego zamieszania na europejskiej scenie muzycznej. Zainteresowały się nimi największe pisma muzyczne, grają na jednych deskach z najlepszymi. Może określenie "weszli przebojem" nie jest odpowiednie przy tym gatunku muzycznym, ale ci panowie narobią jeszcze sporego szumu, a to co zaprezentowali na swoim najnowszym dziele może spędzić sen z powiek dużo bardziej doświadczonym muzykom. "Dead Again" zaskoczyło mnie całkowicie.  Szufladka "thrash metal" jest w prawdzie dość pojemna, ale  nie spodziewałam się tak dobrego, oldschoolowego grania. Liczyłam się raczej z jakąś kolejną hybrydą, albo marnym naśladowcą Slayera. A tu taka niespodzianka!

Album zaczyna się dość spokojnym, melancholijnym ale i nieco niepokojącym "Damnation", ale jeśli ktoś się łudzi, że im dalej w las tym spokojniejsza muzyka, to pragnę od razu wyprowadzić z błędu. Spokojnie na pewno nie będzie! "Reborn in Violence", "Bleeding Holocaust" czy "The Lies of Resurrection" to okazy świetnego, starego thrashu, który wydawać by się mogło umarł już dawno temu. Fantastyczna perkusja, mocne gitary, dobre, choć nie wyjątkowo innowacyjne gitary, agresywny wokal udowadniają jednak, że nikt tu z całą pewnością się nie przekręcił. Kawałki może jakoś drastycznie nie różnią się między sobą, ale też nie zlewają w jedno. Każdy z nich ma wspólny mianownik, ale posiada też jakiś swój smaczek. A to przejście, a to riff. Dla każdego coś miłego. I broń boże nie jest nudno!

"Dead Again" jest jednym z najbardziej spójnych, klarownych i trzymających się kupy albumów jakie od dłuższego czasu miałam przyjemność recenzować. Oczywiście, innowacji jest tu jak na lekarstwo, ale i nie jest ona też do czegokolwiek potrzebna. Teksty są przyjemnie agresywne, bez zadęcia i świetnie współgrają z muzyką. Wokalista ma bardzo specyficzny akcent, ale sądzę, iż powinien on stać się jego znakiem rozpoznawczym. Nieco chropowaty, dość niski głos Nicka to druga, zaraz po umiejętnościach perkusisty, wizytówka zespołu. Tak właśnie powinien brzmieć metal!

Mocne, brudne i twarde brzmienie Suicidal Angels na pewno przypadnie do gustu fanom starej szkoły trashu. Fantastyczne przejścia na perkusji, zgrabne riffy i zmiany tempa to zestaw, wokół którego nie da rady przejść obojętnie. Do tego całkiem niedługo zespół odwiedzi nasz kraj, więc będzie można się przekonać, czy materiał zamieszczony na albumie brzmi równie genialnie na żywo.
Ta płyta ma szanse stać się jeśli nie klasykiem gatunku, to albumem, o którym będzie mówiło się jeszcze wiele lat po premierze.  

Julia Kata