Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Gods of Thousand Souls

Gods of Thousand Souls - Empatic

Gods of Thousand Souls

Wykonawca:

Empatic

Gatunek:

Death metal

8 /10

No proszę. Death metal prosto z Ostrołęki w postaci Empatic to dla mnie prawdziwa niespodzianka. Głównie dlatego, że z rodzimą rzeźnią, co to się o niej mówi śmierć metal, nie za bardzo mi po drodze, ale Robert (właściciel Psycho Records) poprosił mnie ładnie, postanowiłem więc kilka jego wydawnictw opisać.

Ale żeby nie było, Ostrołęcka załoga czujnie śledzi aktualne trendy w muzyce, oraz potrafi z nich co nieco wykorzystać. Oczywiście, ''Gods of Thousand Souls'' nie jest żadnym novum ani materiałem rewolucyjnym, ale w głównej mierze tego krążka słucha się z przyjemnością i bez zbędnego znużenia. Death metal spod znaku Empatic ociera się o szwedzką szkołę, a nawet gdzieś tam podskórnie, panowie ukryli metalcore'owo / deathcore'owy drive, i techniczne uderzenie. Mimo wszystko uważam, że tradycyjne pojęcie death metalu spokojnie wyczerpuje stylistyczne dywagacje na temat dźwięków Empatic.

Album otwiera bardzo melodyjny, zwarty ''Green Mile'', który wyśmienicie nadaje się zarówno na opening track dla krążka, jak i na koncertowego openera. Niestety, popularna zielona mila, ma jedną zasadnicza wadę, która niestety rzutuje na całość wydawnictwa. Odpowiedzialny za wokale Maciej Rochaczewski może i sprawdza się w swej roli, kwestią sporną pozostaje jedynie czy aby na pewno w stricte death metalowym zespole. Głębokie niskie growle wychodzą mu perfekcyjnie, screamy i darcie się w nieco wyższych, bardziej charczących rejestrach już niekoniecznie. Żeby nie powiedzieć, że wcale.

Pozostawiając Macieja w spokoju, dalej jest różnie, ale ogólnie mówiąc bardzo pozytywnie, jak choćby w niemalże thrash metalowym, rozpędzonym ''False Friend''. Zarówno gęsta praca na dwie stopy jak i zwykłe umpa-umpa w wykonaniu Empatic to najzwyklejsza w świecie radocha. Proste granie, a jak przyjemnie wali po mordzie i uwaga - bez blastów (kompletne zaskoczenie, największy plus z możliwych). Solówki, choć jest ich ilość szczątkowa, również wypadają pozytywnie, przy okazji uświadamiając nam, kochanym słuchaczom, że członkowie Empatic, tworząc swoje numery, nabrali ogłady w innych formacjach, dobitnie szlifując własny warsztat. W tym miejscu należy pochwalić perkusistę Jarka Śliwkę, który gra kreatywnie, żywo, nie przesadzając zbytnio z przeszkadzajkami, jak i dozowanym napierdolem.

Nie wiem, czy jest sens, aby zwracać szczególną uwagę na każdą kompozycję z osobna. Sądzę, że mija się to z celem, gdyż ''Gods of Thousand Souls'' to bardzo spójny materiał, który jak na debiut jest wprost rewelacyjny. Może niezbyt odkrywczy, ale co może zabrzmi dziwnie, jak widać ma w sobie na tyle potencjału, że w realizację tego nagrania zaangażowały się władze samorządowe Ostrołęki. Z moich doświadczeń w trakcie działania w radzie miasta wynika, że coś podobnego jest wprost niesamowitym osiągnięciem i dowodem na to, że można wspierać młodych ludzi, którzy są szansą na wypromowanie wizerunku miejscowości. Dlatego też nie dziwi mnie wybór realizatora ''Gods of Thousand Souls'' w postaci Tomka ''Zeda'' Zalewskiego, który odwalił kawał świetnej roboty, pomijając fakt, że zajmował się tylko miksem, masteringiem i nagraniem bębnów. W każdym bądź razie, debiut Empatic to kolejny dowód na to, że metal najlepiej nagrywa się w Olkuszu.

Na koniec o sympatycznej wersji szlagieru OMD w postaci ''Enola Gay''. Stare dobre synth-popowe dicho, prosto z UK przerobione na (melodyjny) death metal wyszło wprost imprezowo. I gdyby tak jednak zaśpiewać to bardziej czysto - można by tu mówić o nowym hicie polskich dysko... o przepraszam, klubów koncertowych. Coś mi się wydaje, że na łamach Gitarzysty jeszcze o nich przeczytacie.

Grzegorz ''Chain'' Pindor