Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Slaves to Martyrdom

Slaves to Martyrdom - In Twilights Embrace

Slaves to Martyrdom

Wykonawca:

In Twilights Embrace

8 /10

Z każdym kolejnym albumem załoga In Twilights Embrace przechodzi metamorfozę, ale co istotne w dobrym kierunku, zaczynając od teutońskiego metalcore'a przez próbę łojenia po linii wikingów z Amon Amarth, aż po to, co otrzymujemy na ''Slaves to Martyrdom''.

Owo ''to'', jest wypadkową wpływów pierwotnego metalcore'a z początku nowego millenium, tradycyjnego szwedzkiego death metalu oraz lekkiego posmaku groove metalu rodem z Francji. Tych, których odrzuca metalcore - uprzedzam jednak, że wpływy te są bardzo szczątkowe, a ostatecznie dodają jedynie posmaku całości.

''Slaves to Martyrdom'' to kolejna solidna pozycja w tym roku, która mam nadzieje, namiesza zarówno na krajowej jak i zagranicznej scenie, zwłaszcza, że w tego typu graniu, panuje mała posucha. Biorąc pod uwagę jakość brzmieniową i kompozycyjną tego wydawnictwa, zarówno wygłodniali fani takich dźwięków, sami muzycy jak i właściciel Spook Records mogą być zadowoleni. Recenzenci również, nawet tak ekscentryczni jak na metalsucks.net - ale ja nie o tym tutaj chciałem. To, co stanowi o jakości tego wydawnictwa, to po pierwsze: fenomenalne brzmienie, z którym spokojnie można konkurować z zachodnimi produkcjami, a co więcej, ostateczny rezultat studyjnych zabiegów, dowodzi tego, że w naszym kraju nawet mniejsze formacje mogą zabrzmieć na międzynarodowym poziomie - i to w takiej niszy jaką jest metal.

Na album składa się trzynaście kompozycji będących wypadkową dokonań Amon Amarth, The Crown, At The Gates, a w ilościach szczątkowych nawet Kataklysm. Zatem jeśli nie jesteście zaznajomieni z wyżej wymienionymi, odrzucają was harmonie i melodie, a za jedyny kunszt w muzyce uważacie kult szatana, kwadratowe brzmienie, oraz ''siarę'', In Twilights Embrace w żaden sposób nie zaspokoi waszych wielce wygórowanych potrzeb. Ci zaś, którzy otwarci są na tego typu formy przekazu, będą wniebowzięci, gdyż począwszy od brutalnego, okazyjnie podsycanego blastem ''The Atrocity Born of Failure'', przez nagrany ponownie super melodyjny ''The Source'' po wieńczący album, najbardziej ''progresywny'' i na swój sposób epicki (choć nie do końca oddaje to ideę utworu) numer tytułowy, poznaniacy nie spuszczają z tonu. Grają gęsto, ale nad wyraz klarownie, umiejętnie dozując zarówno napierdol, przestrzeń i emocje (które nawet w tak agresywnych dźwiękach odgrywają olbrzymią rolę).  

Fani blastów będą narzekać, lubujący się w klasycznym umpa-umpa, jak i szybkiej pracy podwójnej stopy nie będą mieli ku temu powodów. Dobrych riffów do headbangingu nie brakuje (''The Parting Hour''!), a wokal do niedawna jeszcze obsługującego bas Cypriana, mile łechce uszy fanów At The Gates, jak i lubujących się w manierze Marco Aro z The Haunted. Wszystko niby sprowadza się do jednego, a raczej do jednej sceny, aczkolwiek In Twilight's Embrace ma swój własny, niepowtarzalny charakter, który pozwala im wyróżnić się na krajowym podwórku. Jak do tej pory najwięcej pozytywnych sygnałów otrzymują z Niemiec, co ciekawe, kraju przeżartego tradycyjnym metalcore. Jak się okazuje, najlepszym wydawnictwem Spook Records - wytwórni będącej ściśle związaną ze sceną hc/punk - jest metalowy album. Swoisty paradoks, jest jednak pretekstem do tego, by dawać szansę ludziom będącym wyjątkami od przyjętej reguły.

Grzegorz ''Chain'' Pindor