Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Diamond Eyes

Diamond Eyes - Deftones

Diamond Eyes

Wykonawca:

Deftones

Gatunek:

Nu Metal

9 /10

Od wypadku Chi Chenga, basisty grupy, minęły już ponad dwa lata. Muzyk ciągle pozostaje w stanie półprzytomności i, trzeba powiedzieć to szczerze, małe są szanse na jego powrót na scenę. Nie tylko w najbliższym czasie, ale kiedykolwiek. Tragedia ta wstrząsnęła tak samo fanami na całym świecie jak i zespołem, który mimo wszelkich przeciwności potrafił wyjść z całej sytuacji jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej zmotywowany.

Ostatnim studyjnym krążkiem grupy, nagranym wspólnie z Chengiem, pozostaje "Saturday Night Wrist"z 2006 roku. Grupa, w 2008 roku, szykowała już całkiem nowy materiał, który miał po raz kolejny utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że Deftones nigdy nie byli i nie są sezonową kapelą. Gdy tego feralnego dnia 4 listopada 2008 wydarzyła się tragedia, wszyscy obwieszczali rychły koniec formacji. Sam zespół długo stawał ponownie na nogi i wkrótce obwieścił, że zawiesza pracę nad krążkiem, nad którym wspólnie pracowali z Chengiem i że zamierzają napisać od początku całkiem nowy materiał, a pomóc ma im w tym nowy, tymczasowy basista, a przede wszystkim długoletni przyjaciel, Sergio Vega. I tak narodziły się Diamentowe Oczy.

Całość rozpoczyna sztandarowy utwór całej płyty, który równie dobrze mógłby być jej hymnem i pokazuje oblicze Deftones, jakie kojarzone jest z ich największymi hitami. Mowa tu o kawałku tytułowym, którego nawet nie potrzeba przesłuchiwać kilkukrotnie żeby wrył się w pamięć. Charakterystyczne brzmienie gitar i basu plus chwytliwy refren. Pomimo, że muzycznie zespół zdecydowanie złagodniał od czasu wydania choćby krążka "Around The Fur" to nadal można znaleźć pomiędzy powyższymi wydawnictwami podobieństwa, przede wszystkim brzmieniowe. Na pierwszy rzut oka nie jest to może tak widoczne, ale zespół ewoluuje i na każdym kolejnym krążku stara się przemycić jakieś nowe pomysły.

Coraz mniej jest natomiast numerów, które pozbawione są partii wokalnych, gdzie Chino Moreno używa charakterystycznego dla siebie krzyku, który przez wiele lat był marką tej kapeli. Pozostałości tej techniki można usłyszeć jeszcze w utworach "Royal" i "CMND/CTRL".

Na płycie nie brakuje także utworów, które są w stanie zahipnotyzować i zauroczyć. Moim faworytem jest tu zdecydowanie "Beauty School" z doskonałą linią melodyczną i przeszywającym głosem Moreno. W podobnym nastroju utrzymuje się także numer "Sextape", który ujawnia bardziej melancholijne oblicze grupy. Na miano nie mniej ciekawych kompozycyjnie zasługują także "You’ve Seen The Butcher" (do którego powstał także teledysk), "Prince" z bardzo fajną i nośną linią basu i "Risk" z typowym refrenem na modłę Deftones.

Jakiś czas temu przeczytałem gdzieś, że jedynym zespołem, który do dziś pozostaje twierdzą nu metalu, pozostaje Mudvayne. Po przesłuchaniu "Diamond Eyes" śmiem twierdzić, że to raczej Deftones cały czas konsekwentnie niesie flagę opatrzoną właśnie tym gatunkiem muzycznym. Pomimo, że złote czasy dla nu metalu minęły bezpowrotnie i style kapel, które wtedy tworzyły uległy większej lub mniejszej przemianie, chłopaki z Sacramento nadal pozostają wierni szkole, z której się wywodzą. Nawet pomimo niesprzyjających warunków i wielu przeciwności losu.

Krzysztof Kukawka