Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Picking Up The Pieces

Picking Up The Pieces - The Nimmo Brothers

Picking Up The Pieces

Wykonawca:

The Nimmo Brothers

Gatunek:

Rock

7 /10

Historia zna wielu utalentowanych braci, którzy na trwałe wpisali się na listę twórców jakiegoś gatunku muzyki. Bracia Allman, bracia Vaughan, bracia Golec to tylko niektóre przykłady duplikacji talentu muzycznego. Następni w kolejce do wielkiego sukcesu ustawiają się bracia Nimmo.

Steve i Alan Nimmo to chluba największego miasta Szkocji, Glasgow. Powiada się, że są jednymi z najbardziej znamienitych reprezentantów "nowoczesnego bluesa" w swoim kraju. Fani bluesa tradycyjnego mogą jednak próżno szukać swoich ulubionych dźwięków w repertuarze The Nimmo Brothers. Szkoccy bracia, mimo fascynacji Johnem Mayallem i Peterem Greenem, wyrośli na rockmanów i z tej stylistyki najlepiej będzie ich rozliczać.

"Pick Up The Pieces" to ostatni w dorobku album śpiewających gitarzystów z Glasgow. Od strony technicznej panowie nie budzą większych zastrzeżeń. Wokalnie można tu mówić o trochę gorszej imitacji Johna Langa, bądź nieco lepszej wersji Joe Bonamassy. Gitarowo ani do jednego, ani do drugiego bracia Nimmo się nie umywają, co nie znaczy, że nie mieszczą się w ramach przyzwoitości. Większość płyty stanowią rockowe utwory, napędzane mocnymi riffami. Naznaczone są one delikatnie blues-rockiem, choć zdarzają się większe ilości tego gatunku, tak jak w utworze "Bring It On Home". We wspomnianym kawałku muzycy nawiązali do teksańskiego bluesa, a klasyczny rytm typu "shuffle" podkręcili jak zwykle na swoje ulubione, ciężkie obroty. Szkoda, że niedługo potem wchodzi "A Better Day", w zamierzeniu łzawy protest-song, a w efekcie boys-bandowy gniot. Na domiar złego, utwór został jeszcze tandetnie rozłożony na dwa głosy, co tylko potęguje jego tragedię aranżacyjną.

Wątpliwe, by The Nimmo Brothers stanęli wraz ze swoją płytą "Picking Up The Pieces" obok najbardziej utalentowanych braci w historii rocka. Póki jednak nie będziemy od nich wymagali cudów, wszystko będzie w porządku. Zawarli bowiem na ostatnim albumie porcję solidnego rockowego i blues-rockowego grania, obok której prawdopodobnie żaden pasjonat tych gatunków nie przejdzie obojętnie.

Kuba Chmiel