Kup Magazyn Gitarzysta

eF - Krafcy

eF

Wykonawca:

Krafcy

Gatunek:

Pop

8 /10

Zespół Krafcy istnieje od 14 lat. Początkowo na jego repertuar składały się przeróbki utworów George'a Michaela, Jamiroquai, Madonny. Nie wyrzekając się swych inspiracji, kapela zaczęła po jakimś czasie prezentować autorskie kompozycje.

Zespół bez płyty jest jak rycerz bez zbroi, więc wychodzi na to, że przez kilka dobrych lat, mimo zainteresowania ze strony fanów i rozgłośni radiowych, Krafcy prowadzili swą krucjatę muzyczną w samych tylko galotach. I choć warto jest kuć żelazo, póki gorące, to nie zawsze udaje się połączyć szczere chęci z faktycznymi możliwościami. Na szczęście, po wielu latach doczekaliśmy się w końcu debiutanckiej płyty Krafców. Cierpliwość została nagrodzona.

Zabierając się do przesłuchania albumu "eF", należy przede wszystkim mieć na uwadze środki, które zostały użyte do jej nagrania. Stylistycznie płyta oscyluje wokół niebanalnego popu z elementami rocka, funky, a nawet disco z lat '70. Ten ostatni gatunek jest reprezentowany w postaci dużej ilości elektroniki, która brzmi równie drapieżnie, co gitary elektryczne na innych tego typu wydawnictwach. Dzięki temu nie ma tu mowy o tandecie, wszystkie składniki są wykorzystane mądrze i z umiarem. Zaowocowało to bardzo przyzwoitą dynamiką utworów. Każdy z nich jest w języku polskim, wypełniony niebanalnym tekstem i zaśpiewany z niezwykłą precyzją.

Debiutancki album zespołu Krafcy jest świetną propozycją dla osób szukających niesztampowych rozwiązań w muzyce, ceniących sobie również jakość i zróżnicowanie brzmienia. Docenią oni z pewnością dokładność, z jaką zostały zagrane oraz nagrane wszystkie partie instrumentalne i wokalne. To wszystko sprawia, że w gatunku dyskotekowego pop-rocka Krafcom zdecydowanie bliżej jest do zespołu The Killers niż do Kombi.

Warto było czekać na debiut Krafców. Przez lata pielęgnowali oni swoje unikatowe brzmienie, co zaprocentowało dojrzałym albumem studyjnym. Rzadko kiedy tak skrajne gatunki muzyczne udaje się połączyć równie sprawnie, unikając odpustowego efektu. Ufam, że dzięki temu płyta "eF" znajdzie odbiorców wśród niestereotypowo myślących, a jednocześnie wymagających fanów muzyki.

Kuba Chmiel