Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Earth Hive

Earth Hive - Soma Process

Earth Hive

Wykonawca:

Soma Process

Gatunek:

Death metal

7 /10

Nie do końca wiem, czy Soma Process traktować jako djent, czy może lepiej będzie, jeśli twórczość kieleckiej formacji krzywdząco (lub też nie), określę mianem eksperymentalnego death metalu. Tak jest, tak będzie fair, a i potencjalni czytelnicy oraz słuchacze, nie zrażą się nieznajomością terminu i gatunku djent (choć w przypadku Soma Process to rzecz bardzo umowna).

''Earth Hive'' to fonograficzny debiut Soma Process, z którym zespół śmiało może się pokazać. Dziwi mnie brak udziału kielczan w konkursie Asymmetry, oraz (póki co) brak nici przyjaźni z takimi projektami jak Samo, Egoist, czy nawet Phobh. Matematyczne, trudne do ogarnięcia za pierwszym podejściem granie serwowane przez Soma Process, z pewnością przypadnie do gustu zarówno fanom rodzimych zespołów, jak i znamienitych nazw w rodzaju The Dillinger Escape Plan, Meshuggah i Coprofago. Uwagę przyciąga świetna praca sekcji rytmicznej, porównywalna do tego, co słyszymy w Neurothing, Cruentus czy niedocenianej Maigra (a to wszystko z naszego własnego podwórka!). Szczególnie upodobałem sobie gęstą grę perkusisty, który wie jak zagrać zarówno brutalnie, na dwie stopy, jak i z niemal jazzowym zacięciem, łamiąc rytm na wszelkie możliwe sposoby. Mimo wszystko, partie bębnów płyną, tętnią własnym życiem, uzupełniając się ze ścieżkami basu szytymi przez Bladego.

Nie tylko basista i perkusista zasługują na pochwały, bo w oznaczonym jako numer trzeci ''Eminent'', słyszymy bardzo dobre solówki, może i nie chwytliwe, ale robiące wrażenie. Poza tym, chyba nikomu ze składu Soma Process nie można odmówić warsztatu. Dotyczy to również wokalisty, który mimo, iż drze się trochę nazbyt betonowo, próbuje nawet czysto śpiewać, uprzednio jednak wydając z siebie schizofreniczne dźwięki. Jedno jest pewne, nawet jeżeli w dostarczonym mi digipacku nie ma tekstów, nie mam wątpliwości, że Radek K. ma nam coś do powiedzenia.

Z góry uprzedzam, że blastów tutaj brakuje, a nawet jeśli są, to tylko jako smaczek do bardziej Gojirowych riffów (''Drones''). Szybkie tempa, nawet na bardziej thrash metalową modłę to tylko dodatek, odskocznia od grania w średnim tempie. Wyjątkiem jest ''Deathwinged'', niemalże w całości mknący do przodu na złamanie karku (tak swoją drogą, triole na stopach mistrz!). Niespodzianką jest ''bonusowy'' track numer 9, będący regularną balladą, porażającą jednak ciężarem.

''Earth Hive'' ma jedną zasadniczą wadę. Jest materiałem zbyt trudnym w odbiorze nawet dla starszych metalowych wyjadaczy. To muzyka złożona, kompletna, wielowarstwowa, do której trzeba się przekonywać po wielokrotnym odsłuchu. Nie do końca pasuje mi brzmienie, zwłaszcza bębnów, ale jestem w stanie im to wybaczyć. To dopiero pierwszy album Soma Process, i jeśli zespół będzie się rozwijał w takim kierunku jak na debiucie, a przy okazji zainwestuje więcej pieniędzy w studio (myślę, że Szymon Czech byłby tutaj najlepszym wyborem), Soma Process w PEŁNI zaistnieje na rodzimej scenie. Nie na rynku, bo w kwestii metalowego grania takowy nie istnieje, ale ten nasz zaściankowy światek coraz usilniej stara się wyrzucić z siebie zespoły na kontynentalnym, przynajmniej, poziomie. Jeszcze jedno. ''Earth Hive'' miażdży oprawą graficzną. Szkoda, że nie ma książeczki, bo tak kosmiczny layout idealnie współgra z muzyką. Zdecydowanie jedna z najlepszych prac Konrada, jak do tej pory.

Grzegorz ''Chain'' Pindor