Kup Magazyn Gitarzysta

Devilri - Pandemonium

Devilri

Wykonawca:

Pandemonium

Gatunek:

Black metal

9 /10

Człowiek coraz starszy, dziury w pamięci coraz głębsze, nadeszły takie czasy, że mam już nawet kalendarz do zapisywania spraw do załatwienia. Kilka lat temu takie zachowanie uznałbym za pierwsze objawy starczej demencji, względnie Alzheimer'a; teraz mam na ten temat odmienne zdanie...

Co ciekawe, do dziś dokładnie pamiętam, gdzie i w jakich okolicznościach, 18 lat temu nabyłem wydaną przez Carnage kasetę "Devilri". O Pandemonium słyszałem już wtedy tu i ówdzie, ale jakoś nie miałem okazji sprawdzić, o co właściwie chodzi z tym zespołem. Cóż, rolę dzisiejszego MySpace pełnił wówczas któryś z kumpli, a tak się jakoś złożyło, że żaden z nich nie miał jeszcze wspomnianej kasety. Dotarło do mnie w każdym razie przede wszystkim jedno, chłopaki mieli grać jak Samael. To była wystarczająca rekomendacja, bo dwie pierwsze kasety Szwajcarów stanowiły dla mnie przedmiot bałwochwalczego wręcz kultu. Popędziłem do sklepu, kupiłem, zarzuciłem i odpłynąłem. Tak w Polsce nie grał nikt, przynajmniej nikt o kim bym słyszał, bo przecież nigdy nie zagłębiałem się szczególnie w rodzimą scenę. W tamtych czasach o Vader i Pandemonium słyszeli jednak wszyscy. A "Devilri" do dziś pozostaje jedynym polskim materiałem z tamtych czasów, który darzę niemałym i szczerym sentymentem.  

Z jakiej okazji te kombatanckie wynurzenia? Ano z takiej, że właśnie nakładem Godz ov War Productions ukazała się pierwsza winylowa edycja "Devilri", limitowana do 500 kopii (250 czarnych i 250 białych). Moda na czarne (lub kolorowe, co kto lubi) krążki, które przecież jak żaden inny nośnik doskonale pasują do takiej muzy, trwa w najlepsze od paru lat, można więc było przypuszczać, że prędzej czy później i ten materiał ujrzy światło dzienne w takiej właśnie postaci. Pieczołowitość i staranność, z jaką wydano album, mogłyby zawstydzić niejeden label specjalizujący się w winylowych edycjach. Uwagę zwraca zwłaszcza 12-stronicowy booklet, a w nim przede wszystkim masa starych zdjęć, flyersów i przedruków wywiadów z rozmaitych zinów.  
A muzyka? Słucha się jej zaskakująco dobrze. Nawet nie przypuszczałem, jaką frajdę sprawi mi przypomnienie sobie tego materiału (po jakichś dziesięciu latach). "Devilri" broni się doskonale; płyta nie tylko szczególnie się nie zestarzała, ale wciąż ma w sobie to coś, co wiele lat temu przyciągało uwagę. Surowość, szczerość, charakterystyczny ciężar i melodyka jednocześnie, wreszcie mroczna otoczka. Siedem równych kawałków. Po prostu klasyka. Co więcej, mam wrażenie, że właśnie teraz, w czasach swoistej mody na oldschoola, surowiznę i obowiązkowe inspiracje Celtic Frost, jest najlepszy moment na drugą młodość recenzowanego albumu.

Tyle przeszłości; Pandemonium patrzy również w przyszłość. Kompaktowe "Promo 2010" dołączone do tego wydawnictwa, ma za zadanie rzucić nieco światła na obecną kondycję zespołu, w przededniu zapowiadanego nowego krążka "Misanthropy". Dwa nowe kawałki, pomijając kwestie brzmienia, są wielce obiecujące. Zwłaszcza, pierwszy "Black Forest" to wyraźne i bardzo udane nawiązanie do blackmetalowych klimatów. Świetna melodyka i partie gitar oraz zróżnicowane wokale, bo nie będę ukrywał, że na dłuższą metę specyficzna maniera Paula, którą posługuje się on najczęściej, może trochę męczyć. Murowany hit albumu i, jak sądzę, koncertowy pewnik. Najważniejsze, że obydwa kawałki są dobrze poprowadzone i słychać w nich naprawdę sporo pomysłów. Prócz utworów audio na płycie znalazły się jeszcze fragmenty z koncertów z ubiegłego roku. Jakość (zwłaszcza obrazu) bootlegowa, ale fani powinni być zadowoleni.

Szymon Kubicki