Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Forge Of Clouds

Forge Of Clouds - Forge Of Clouds

Forge Of Clouds

Wykonawca:

Forge Of Clouds

Gatunek:

Rock

7 /10

Debiut Forge of Clouds był dla wielu jedną z najbardziej oczekiwanych pozycji w tym roku. Po sukcesie na Neuro Music w 2009 r. i koncertach u boku m.in. Blindead, zespół nareszcie przygotował swój materiał do oficjalnego wydania.

Jak na debiutantów Forge of Clouds mogą pochwalić się już spora liczbą fanów. W zaledwie dwa tygodnie po umieszczeniu ich albumu w sieci, materiał ściągnęło już kilkaset osób. Mam nadzieję, że muzycy wybaczą mi takie bezduszne, marketingowe podejście do ich twórczości, ale najlepiej świadczy to o fakcie zapotrzebowania na tego typu granie na naszym rynku wydawniczym. Tym bardziej dziwi to, że grupa nie mogła znaleźć wytwórni zainteresowanej podpisaniem z nią kontraktu… 

Stylistyka zespołu bliska jest wczesnemu obliczu Mastodon czy Neurosis. W odróżnieniu od swoich niewątpliwych idoli grają muzykę raczej prostszą i mniej zawiłą technicznie, w porównaniu z twórcami "Leviathan" większy nacisk kładąc jednak na mroczny klimat swojej twórczości. Zgodnie ze swoją nazwą sprawiają, że słuchacz ma wrażenie, że niebo spowiły gęste deszczowe chmury, przez które nie przebija się żaden promień światła. Zresztą uczucie depresji pogłębiają, momentami wręcz histeryczne, krzyczane wokale. Również w tej kwestii nie sposób przemilczeć porównań do Neurosis.

Słuchać wyraźną chęć muzyków do urozmaicania utworów zarówno w warstwie instrumentalnej jak i wokalnej. Odnoszę jednak wrażenie, że nie do końca jeszcze wykorzystują oni potencjał posiadania w składzie trzech śpiewających gitarzystów. Przyznam również, że chętnie usłyszałbym ich utwory także w jeszcze bardziej progresywnej i złożonej formie. Tym bardziej, że posiadają pewien talent do pisania zapadających w pamięć numerów. Główny motyw "Queen On The Garbage Throne" mógłby stać się podstawą niezłego radiowego rockowego numeru o ambicjach przeboju. Oczywiście, gdyby rozwinięcie nie było tak agresywne…

Jedyny poważniejszy zarzut, jaki mam do tego albumu, to brzmienie. Wiem, że debiutującym kapelom ciężko jest sfinansować sesję w profesjonalnym studiu. Niestety znacznie ucierpiał na tym całokształt - zwłaszcza perkusja.

Debiut Forge of Clouds trudno uznać za objawienie, faktem jednak jest, że w naszym kraju brakuje kapel obracających się w podobnej stylistyce. Na zachętę siódemka, czekam jednak na drugą odsłonę twórczości zespołu.  

Jacek Walewski