Kup Magazyn Gitarzysta

Nostril - Igorrr

Nostril

Wykonawca:

Igorrr

8 /10

Muzyka niektórych artystów brzmi czasami jakby była wyrazem ich szaleństwa. Swoistym katalizatorem najbardziej chorych, skrywanych na co dzień, intymnych pomysłów i wizji. Tak jest w przypadku "Nostril", albumu przeznaczonego dla ludzi o wybitnie stalowych nerwach...

Oprawa graficzna płyty odrzuca i jednocześnie przyciąga swoją karykaturalnością. Barokowa "oprawa" mocno kontrastuje z głównymi bohaterami zaprezentowanych tutaj obrazów - kreskówkowo, wręcz komicznie szkaradnymi postaciami. Ta drażniąca estetykę wizualizacja kontrastu zachodzącego pomiędzy pięknem sztuki a brzydotą natury czy ludzkości w pewnym sensie koresponduje z warstwą muzyczną zawartą na "Nostril".

Nowy album Igorrr zawiera muzykę, która wywiera na słuchaczu masę sprzecznych emocji - irytacje, radość, konsternację czy przerażenie. Wciąga go w świat nieokiełzanego szaleństwa, dźwiękowego wyuzdania i pełnej wolności artystycznej.  Bazą wyjścia są tutaj, podobnie jak na poprzednich płytach projektu, motywy muzyki barokowej zmiksowane z elementami techno. Tłuste bity przeplatają się z podniosłymi motywami barokowych organów; chóry śpiewają do akompaniamentu staccato elektronicznych uderzeń; przeraźliwym krzykom towarzyszom przetworzone industrialne czy metalowe riffy. Wszystko miesza się ze sobą i składa na porażającą bryłę bałaganiarsko ułożonych dźwięków. W tym pozornym nieładzie jest jednak metoda i środek do osiągnięcia celu. Gautier Serre, główny kreator Igorrr, zaprasza zaangażowanego i odważnego słuchacza do niebezpiecznej gry. Zadaje poniekąd pytanie, gdzie znajdują się granicę w miksowaniu muzyki i łączeniu skrajnych stylistyk. Czy ktoś jednak znajdzie na tym albumie odpowiedź? Nie sądzę. Słuchając "Nostril" i porównując go z poprzednimi dokonaniami projektu boję się wręcz myśleć, co w przyszłości powstanie pod szyldem Igorrr.

Płyta niełatwa w odbiorze, wymagająca od słuchacza skupienia i pełnego oddania się sonicznemu szaleństwu zawartemu na krążku. Zdecydowanie jednak warto!

Jacek Walewski