Kup Magazyn Gitarzysta

Descent - Bloodiest

Descent

Wykonawca:

Bloodiest

Gatunek:

Metal

8 /10

Czy jest zaskoczeniem kolejna psychodeliczna kapela w katalogu Relapse? Amerykańska wytwórnia, choć słynie z dość eklektycznego i zarazem równego katalogu, kojarzona jest ostatnio przede wszystkim z różnego rodzaju okołometalowymi eksperymentami i retro (stoner, doom) rockiem.

Nie inaczej jest w przypadku kolejnego nabytku tej "stajni" - Bloodiest. Nazwa może sugerować goregrind albo co najmniej death metal, zwłaszcza, że kilka płyt z taką muzyką również wzbogaciło ostatnio katalog Relapse. Nic z tych rzeczy. Dostajemy kolejną porcję metalowej psychodelii w lekko eksperymentalnym wydaniu.

Chicagowski, liczący aż 7 osób, zespół Bloodiest podąża ścieżką wydeptaną przez takie zespoły jak Swans, Kylesa czy Neurosis. Jest to zatem muzyka brzmiąca potężnie, ale na swój sposób surowo. Nie industrial, nie black, nie noise - choć każdy z tych gatunków z pewnością jest w jakimś stopniu bliski muzykom Bloodiest. Dla nie dającej się zaszufladkować twórczości Neurosis ukuto termin "monumental" i w pewnym stopniu pasuje on również do tej kapeli, chociaż prawdziwie monumentalna, ponad dziesięciominutowa jest tylko jedna kompozycja. Bardziej bowiem od czasu trwania liczy się nastrój - psychodeliczny i niepokojący. Tempo jest zatem wolne, a całość  momentami przypomina soundtrack z horroru. W zasadzie, można powiedzieć, nic nowego. Sporo kapel podąża teraz taką post-neurosisową ścieżką. Większość jednak łatwo zakwalifikować do modnej szuflady "postmetal". Bloodiest natomiast wystaje poza tę etykietę, nie za bardzo też "sludge`uje". Co zatem proponują?

Kluczem jest wymieniona powyżej triada Swans/Neurosis/Kylesa. Każdy z tych zespołów jest słyszalny w muzyce Bloodiest, choć w różnym natężeniu. Najmniej jest rzecz jasna Kylesy, który to zespół dopiero na ostatniej płycie zwrócił się w stronę psychodelicznego stoner metalu, wcześniej będąc jednak kapelą sludge/crustową. Jeśli podoba Wam się płyta "Spiral Shadow", z pewnością polubicie też "Descent". Tu jest co prawda mniej piosenkowo i zdecydowanie antyprzebojowo, ale lekko stonerowy kierunek metalowej psychodelii jest ten sam. Cała reszta to właśnie wpływy Swans (zwłaszcza z okresu "Children of God") i Neurosis (od "Souls At Zero" wzwyż), a w finałowym utworze "Obituary" słychać black metal (choć po części jest to efekt eksperymentów z rytmem, brzmieniem i wokalem).

Bloodiest nie spotkało się z nadmiernie ciepłym przyjęciem. Muzykom wytykano nadmiar,  niekoniecznie dobrze wykorzystanych, pomysłów i ogólny przerost formy nad treścią; oraz nachalne wręcz podobieństwo do wspomnianego Swans. Nie do końca są to oceny sprawiedliwe, choć Amerykanie faktycznie - nomen omen - Ameryki nie odkrywają. Nie da się jednak ukryć, że pomysł na swansowo-neurosisową melancholię mają, a trochę, wydawałoby się, wyświechtaną już stylistykę urozmaicają eksperymentami z brzmieniem lub nieoczywistymi na pierwszy rzut ucha w takiej muzyce wpływami. Dzięki temu - nie dokonując rewolucji - udało im się nagrać album dobry i niepozbawiony ich własnego piętna.

Krzysztof Kołacki