Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Against the World

Against the World - Winds of Plague

Against the World

Wykonawca:

Winds of Plague

Gatunek:

Deathcore

6 /10

Jeżeli ktoś spodziewał się jakichkolwiek (znaczących) zmian w twórczości Winds of Plague może się poważnie rozczarować. A przynajmniej ja się rozczarowałem. Nowy album zespołu to kontynuacja stylu obranego na ''The Great Stone War''.

Zatem jest epicko, podniośle, monumentalnie niczym u Dimmu Borgir ale obok klawiszowych pasaży, oraz niewątpliwie interesujących ozdobników jest miejsce dla rażącego w uszy ''madafaka'', licznych (niepotrzebnych) przekleństw, braku sensownego motywu lirycznego, który mógłby spajać całość oraz, co najistotniejsze, miszmaszu stylistycznego, od hc (''California'') przez thrash metal po rdzenny deathcore. Z jednej strony taka formuła doskonale się (w ich przypadku) sprawdza, ale z drugiej, kiedy już wchodzimy w odpowiedni klimat, załoga Winds of Plague nagle, zupełnie niespodziewanie serwuje nam zupełnie odmienne dźwięki niż moglibyśmy się spodziewać. I według mnie to atak na samych siebie, bo po trzech albumach czas najwyższy jasno się określić, czy paramy się monumentalnym, symfonicznym deathcore z którym rzeczywiście można zawojować niejedną scenę, czy też bawimy się w eksperymenty i nagrywamy wszystko to, co inspiruje każdego z osobna w kapeli.

Pomimo stylistycznych rozbieżności ''Against The World'' to naprawdę solidny strzał między oczy. Bo jak tu nie machać baniakiem do mocarnego ''Built For War'' (gościnnie Jamey Jasta z Hatebreed) czy nie nucić motywu przewodniego z ''Monsters''? Rytmicznie ''Against The World'' to festiwal (trochę powtarzalnych) breakdownów, gęstej pracy podwójnej stopy i fenomenalnych przejść między tomami a talerzami odpowiedzialnymi za akcenty. Blastów jak na lekarstwo, a i trudno o wybitnie szybkie tempa. Winds of Plague anno domini 2011 postawiło na groove i ciężar, tak więc potwierdzam słowa w notce prasowej, głoszące, że ''Against The World'' to najcięższy (ale nie najlepszy) materiał Amerykanów jak do tej pory, na co zapracowali sobie również zaproszeni goście z For Today, Stray From The Path i Terror. Nieporozumieniem, wprawiającym mnie w nie małe zdumienie jest mantra ''The Warrior Code'', wypowiadana przez legendarnego ex-wrestlera o ksywie Ultimate Warrior, która jest po prostu śmieszna. Głoszenie heroicznej prawdy mija się ideologicznie ze wszystkim fuck'ami Johnny'ego Plague. Deklaracja rodem z książek fantasy to najbardziej żałosny fragment albumu, zdecydowanie obniżający moją ocenę.

Fani symfonicznego deathcore'a nie powinni zważać zarówno na moje słowa jak i dość niską ocenę. Winds of Plague to nadal jedna z najważniejszych nazw w tym nurcie, która już wkrótce zostanie zdetronizowana przez francuzów z Betraying The Martyrs. Zaręczam, że nowy nabytek Lifeforce Records, o którym mieliście już okazję poczytać na łamach Gitarzysty, to przyszła gwiazda europejskiego metalu w którą mam nadzieję, że zostaną zainwestowane spore pieniądze.

Grzegorz ''Chain'' Pindor