Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Taking

The Taking - Duff McKagans Loaded

The Taking

Wykonawca:

Duff McKagans Loaded

Gatunek:

Rock

8 /10

Duff McKagan to cichy bohater amerykańskiego rocka. Grał ten blondwłosy basista w Guns'N Roses czy Velvet Revolver, których to zespołów raczej nie muszę przedstawiać szerzej.

Parę lat temu reaktywował własny band, Loaded, wydając EPkę i płytę. Kilka lat po "Sick" Duff powrócił z nowym albumem swej kapeli. "The Taking" to podręcznikowy wręcz przykład jak zespół poprawnie odrabia lekcje z niedoróbek poprzedniego wydawnictwa.

Już rozpoczynający "The Taking" utwór "Lords of Abbadon" pokazuje, że nowy album będzie się różnić od "Sick". Na poprzedniczce mieliśmy zestaw prostych, rockowych kompozycji, utrzymanych w dużej mierze w jednym fasonie. Tymczasem na nowym wydawnictwie Duff rozszerzył paletę środków. Wspomniany kawałek to mieszanina riffowania z okolic Velvet Revolver ze świetną melodyką. Nie ma natomiast jednoznacznego ciągu na bramkę, "Lords of Abbadon" to nie jest rozpędzona petarda jak chociażby tytułowy "Sick" z poprzedniego albumu. To bardziej klimatyczny, "osadzony" utwór, w trochę bardziej mrocznym tonie. Nie jest to jednak mrok spod znaku zgliszczy po spalonej katedrze, a raczej pogrywająca między nutkami świadomość życia dojrzałego człowieka.

Taki klimat Duff kontynuuje też w następnych kompozycjach na "The Taking". Nie są to jednoznaczne rockowe torpedy, a raczej mocniejsze walce przeplatane z średnio-tempowcami, które bogato czerpią z muzycznego dorobku i dziedzictwa McKagana. "Executioner's Song" gromi ciężarem i zaskakuje świetną gitarową ekwilibrystką. "Dead Skin" operuje riffowaniem z okolic Gunsów, po czym serwuje natchniony chorus, dla mnie bomba. Singlowy "We Win" to niestety, co zaskakujące skoro ma reprezentować album, najgorszy moment "The Taking". Wystarczy wspomnieć, że to kompozycja bardziej dla fanów U2 niż soczystego rockowego wygaru i moje obiekcje stają się zrozumiałe. "Easier Lying" to znów bardzo dojrzały utwór, w którym czuć pełną świadomość twórców. I tą dojrzałość bardzo czuć też w pozostałych kawałkach. Co może generować u niektórych słuchaczy pewną wadę. Brakować niektórym może tego rockowego nieokiełznania, niepewności co do tego, jakie szaleństwo wychynie zza rogu. Dopóki jednak kompozycje, nazwę to tak, w których szaleństwo kontrolowane jest przez świadomość efektów swych autorów bronią się, jestem na tak. A bronią się bardzo mocno.

Dużo na "The Taking" urozmaiconych, zaskakujących utworów. "She's An Anchor" to bardzo szarpiący nerwy, mroczny kawałek w którym refren wywołuje ciary na całym ciele. "Indian Summer" skręca niebezpiecznie w stronę popularnego na weście pop-punku, ale wciąż zachowuje charakter Loaded, czym na poziomie wiarygodności broni się lepiej niż np. ostatnia płyta The Offspring. I tak już jest do końca "The Taking", dostajemy duży wachlarz różnych rockowych smaków, wśród którego może zabrakło rozpędzonych hiciorów, ale jest mnóstwo niezłych gitarowych zagrywek i urozmaiceń. Kompozycje są świetnie odegrane z fajnymi aranżami, Duff im starszy tym lepiej śpiewa, brzmienie jest bardzo witalne.

W porównaniu do "Sick" progres Loaded na "The Taking" jest oszałamiający. Z prostego, lekkiego zespołu Duff wraz z kapelą wyewoluował w stronę bardziej mrocznego, dojrzałego i urozmaiconego grania. I to mi się podoba. Dodać na następnym wydawnictwie z dwie petardy i będzie płyta kompletna. Na ten moment, z racji tego, że mam świadomość, iż ten album dla niektórych będzie "za wolny" mocna ósemka.

Grzegorz Żurek