Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Rodeo Electrica

Rodeo Electrica - Ponamero Sundown

Rodeo Electrica

Wykonawca:

Ponamero Sundown

Gatunek:

Stoner

8 /10

Kiedy znany czytelnikom naszego portalu redaktor Szymon K. przekazywał mi płytę Ponamero Sundown stwierdził tylko lakonicznie, że to coś dla mnie i na pewno mi się spodoba. Dobra, pomyślałem jako człowiek ufny, zobaczymy.

Widać również, że Szymon to człowiek pamiętliwy. Kilka dni przed tym, jak polecił mi Ponamero Sundown, skwapliwie tłumaczył mi dlaczego Corruption to nie jest dobry stoner. I widać postanowił dać mi lekcję. Ponamero Sundown to rzecz zacna jak papieros na przerwie w denerwującej pracy, czy jak uśmiechnięta łobuzersko osiemnastka. Szymonie, zaskakuj mnie tak więcej!

Acz zaznaczyć muszę, że z początku podchodziłem do "Rodeo Electrica" jak pies do jeża. Szybki internetowy research - brak danych na Metal-Archives czy MetalStorm. No to nastawił się człowiek na crap. Jednak faza druga moich poszukiwań powiedziała mi, że Ponamero Sundown pochodzi ze Szwecji, a powiedzmy sobie szczerze, Skandynawowie umieją metalować aż miło. Toteż przycisk play został w końcu naciśnięty i... wbiło mnie w ścianę. Na swojej stronie internetowej Ponamero wymądrza się, że chcą grać stoner, a my możemy nazywać ich muzykę jak tylko chcemy czy tam fuzz-rock czy doom czy co tam tylko nam się nasunie. Oni chcą grać rocka i resztę mają w głębokim poważaniu, i to czuć!

Warto na wstępie treści czysto merytorycznej zaznaczyć, że stoner uprawiany przez Ponamero Sundown to rzecz bardziej amerykańska. Mniej tutaj przebojowej chwytliwości znanej chociażby od ich rodaków z Mustasch czy rozpędzonych killerów jakie serwuje np. Allhelluja. A więcej sludge/doom'owego podszycia i tchnięcia acidu w stylu Monster Magnet czy z bardziej odległych (tych sludge'owych) skojarzeń Down. Co skutecznie zwiodło mnie za pierwszym odsłuchem, gdy nie wiedziałem jeszcze o europejskim pochodzeniu Ponamero Sundown. Rodeo w tytule, byk na okładce, trochę New Orelan'owego błota pomiędzy nutkami, myśli sobie Żurek, że kolejni Jankesi dają popis a tutaj taki psikus...Co rzecz jasna wychodzi chłopakom-Szwedom na plus, wiarygodność tej muzyki jest przeogromna, a to przymiot oczywiście ważny.

Same kompozycje to po prostu istny majstersztyk i róg obfitości. Wszystko zaczyna się od ociężale rozpędzonego "Evil Wand", który pomiędzy nutkami zdradza te wspomniane wcześniej sludge/doom'owe inspiracje muzyków. "Highway Messiah" momentami kojarzyć się może z President Evil. Na uwagę zasługuje kapitalne użycie w tym kawałku instrumentów perkusyjnych, pięknie wzbogacający całość smaczek. "Sorrows' to już jazda pod Monster Magnet pełną gębą, ale Ponamero Sundown wciąż zachowuje swój sznyt w tej kompozycji, chociażby dzięki "kowbojskim" udziwnieniom (kto posłucha, ten się dowie o czym mowa). "The Dice" to nie song chwalący stajnie odpowiedzialną za Battelfield'a (sorry, ostatnio za dużo konsoli), ale pełnokrwisty, mocarny utwór pełen fajnych zaśpiewów i namacalnej gitarowej mocy.

Co tu więcej pisać i strzępić klawiaturę - kto rozeznany jest w stonerowych realiach ten mniej więcej zwizualizował sobie, z jaką pozycją mamy do czynienia. Raz Ponamero Sundown to rozpędzony i potężny walec ciężarem kruszący na pył wszystko co napotyka na swojej drodze. Innym razem "Rodeo Overdrive" pozwala pokazać nam się jako spokojniejszy, ale ciągle mocno szarpiący nerwy twór, czerpiący całymi garściami od tuzów gatunku. Jedynym minusem Szwedów jest właśnie trochę za duża ilość różnych składowych, a za mało własnego, rozpoznawalnego brzmienia. Sound jest typowy dla tego typu muzyki, co broń Szatanie nie jest wadą, ale brak tu wyjścia poza jakiś przyjęty schemat. Wokalista też nie operuje jakąś odkrywczą barwą głosu, ale powiedzmy sobie szczerze - nie o to chodzi by na co dzień odkrywać Amerykę. Fun z słuchania "Rodeo Overdrive", z obcowania z tą zapiaszczoną i zabłoconą gitarową ekwilibrystyką pełną smaczków i szczegółów jest na tyle ogromny, że nie patrzy się na odtwórczość tego materiału. Niech najlepszą rekomendacją będzie, że już tu i tam rozglądam się za debiutem formacji, "Stonerized". Dobrze że zhackowano Playstation Network, mam więcej czasu na słuchanie "Rodeo Electrica". Po ostatnim Spiritual Beggars kolejny skandynawski rockowy must-have.

Grzegorz Żurek