Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Empty Days & Sleepless Nights

Empty Days & Sleepless Nights - Defeater

Empty Days & Sleepless Nights

Wykonawca:

Defeater

9 /10

Jay Maas, gitarzysta amerykańskiego Defeater, jest przeciwnikiem klasyfikowania muzyki. Woli przekraczać granice gatunkowe, niż tworzyć coś ściśle przynależnego do danego stylu. Słychać to dobrze na nowym krążku ekipy z Massachusetts.

Defeater kojarzony jest ze sceną hardcorową, ale wykracza poza jej ramy i standardy. Lirycznie nie ma tu prężenia muskułów; są historie osobiste, ale dotykające uniwersalnych problemów, z którymi ludzie zmagają się na co dzień, w różnych stronach świata. Jest bliżej życia, bez tworzenia mitów. Muzycznie Defeater stoi w szeregu z bandami, które najprościej określić można jako 'emocjonalny hardcore', czy jak kto woli 'post-hardcore'. Każdy, kto zna twórczość Have Heart, Verse, Modern Life Is War czy Fugazi, wie o czym mowa. Już po wydanym trzy lata temu debiucie, upatrywano w Amerykanach następców kolegów z Bridge Nine Rec. - Verse. Na "Empty Days & Sleepless Nights" zespół startuje z miejsca, w którym zakończył karierę Verse; i idą dalej ze swoją muzyką.

Najnowszy album Defeater dzieli się na dwie części. Pierwsza, "Empty Days", dostarcza 10 utworów mocniejszych brzmieniowo. Druga, "Sleepless Nights", to cztery numery akustyczne, z  czego dwa stanowią najjaśniejsze punkty na tym znakomitym albumie.

Muzyka zawarta na "Empty Days & Sleepless Nights" jest poruszająca, melancholijna, miejscami dość depresyjna. Fani rocka i metalu znają ten klimat z płyt choćby brytyjskiej Anathemy. I trzeba przyznać, że nie brak tu klimatycznych momentów. Oraz melodii. Utwory płynnie przechodzą jeden w drugi, zmienia się klimat, dynamika poszczególnych fragmentów. Brzmienie jest bardziej rockowe, przestrzenne, co pomaga w budowaniu atmosfery krążka. Obok bardzo dynamicznych, bezpośrednich tematów pojawia się sporo spokojnych, wyciszonych partii. Nie ma tu jednak schematu cicho-głośno, który tak często stosowany jest w przypadku np. post-rockowych kapel. Kompozycje są nieschematyczne, a dzięki temu o wiele ciekawsze, aniżeli w przypadku standardowej twórczości. Wszystko to w pierwszej części "Empty Days", której całości dopełniają wokale Dereka Archambaulta - bardzo emocjonalne, na granicy krzyku i śpiewu, idealnie komponują się z pracą pozostałych muzyków.

"Sleepless Nights" to z kolei cztery akustyczne numery, w których Derek śpiewa czystym głosem. Trzeba przyznać, że jego możliwości wokalne uległy znacznej poprawie w porównaniu z debiutem. Każdy z kawałków to osobna opowieść tego koncept-albumu. "Brothers" to  majstersztyk, prosty akustyczny utwór naładowany emocjami, dodatkowo podparty melancholijnym wokalem Archambaulta i ‘smykami’; angażuje słuchacza od początku do końca.

Na koniec słowo o oprawie. Płyta wydana jest niczym książka w miniaturze, 60 stron z tekstami oraz bardzo dobrymi, czarno-białymi fotografiami. Choć nie są to dosłowne ilustracje liryków, tworzą wraz z nimi klimatyczną całość.

Defeater wydał znakomity, przemyślany, świeżo brzmiący, melodyjny, poruszający, melancholijny album. Dla fanów takich dźwięków pozycja obowiązkowa. Dla reszty płyta, którą warto sprawdzić bez względu na to, czego słucha się na co dzień. Jeden z najciekawszych młodych bandów na współczesnej scenie okołohardcorowej.

Sebastian Urbańczyk