Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Void Above, Abyss Below

Void Above, Abyss Below - Curse

Void Above, Abyss Below

Wykonawca:

Curse

Gatunek:

Black metal

8 /10

Przyznam, że nazwa Curse była mi dotąd całkowicie obca, choć zespół aktywny jest już przeszło  dekadę i nagrał wcześniej dwa pełnometrażowe albumy, w tym debiut dla kultowej No Colours Records. "Void Above, Abyss Below" ukazuje się po pięcioletnim okresie milczenia projektu, za którym stoi niejaki Eldur.

Islandczyk przeprowadził się do Norwegii, przyjął na pokład nowego bębniarza i właśnie ten duet, jak podaje wytwórnia, w ciągu 42 dni skomponował oraz zarejestrował cały materiał. Gdyby jeszcze chodziło o godziny, byłbym pod wrażeniem, ale dni? W dzisiejszych czasach, gdy oldschool wyziera z każdego kąta, taki rezultat to niemal wieczność, wiec czym tu się chwalić? Skandynawskie duo ma jednak jeszcze jednego asa w rękawie. Otóż, podobno połowa albumu jest improwizowana.

Przymykam oko na takie głupoty. Tak się jakoś złożyło, że nie towarzyszyłem muzykom w trakcie rejestracji krążka, ale wystarczy raz przesłuchać "Void Above, Abyss Below", by zastanowić się,  gdzie tu w ogóle miejsce na improwizacje? No chyba, że pod tym pojęciem rozumiemy tworzenie materiału w studio. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że album wcale nie potrzebuje całego tego wspomagającego bullshitu, bo to naprawdę świetny kawałek surowego, a przy tym niepozbawionego solidnej porcji melodii, black metalu, z wyraźną dawką thrashu i delikatnym posmakiem folku (np. "Infernal Visions").

Curse znakomicie odnajduje się w dźwiękach, z jednej strony inspirowanych klasykami z Celtic Frost czy Bathory, z drugiej zaś wyraźnie nawiązujących do tradycyjnej norweskiej szkoły black metalu. Oczywiście, nie zamierzam forsować tezy, że "Void Above, Abyss Below" to nowa jakość. Nic z tych rzeczy, słychać tu całkiem wyraźne zapożyczenia (zabawę w zgadywanie źródeł pozostawię słuchaczom, żeby nie psuć zabawy). Faktem jest też, że podobną stylistykę eksplorowało (i robi to nadal) cała rzesza kapel; trzeba jednak przyznać, że nie wszystkim wychodzi to tak zgrabnie jak islandzko-norweskiemu duo. Płyta brzmi spójnie, a dzięki umiejętnemu stosowaniu szybszych temp oraz bardziej melodyjnych, klimatycznych momentów, jest odpowiednio zróżnicowana, a chwilami wręcz przebojowa.

Już otwierający całość, żwawy "Desecrating the Divine Trinity" z pędzącą perkusją (o nieco kartonowym brzmieniu), a nawet rasową thrashową solówką pokazuje, że Curse naprawdę ma coś do zaoferowania na poletku black/thrash. A dalej, nie dość, że poziom nie opada, to jeszcze pod koniec pojawiają się całkiem zaskakujące patenty. Na przykład, zwolnienie w "Hour of The Skull", przywodzącym mi na myśl jeden z największych hitów Dimmu Borgir, czy też zamykający album "Priests of the Underworld". Lubię tego typu surowe, anty-finezyjne granie, które nie aspiruje do rangi wielkiej sztuki. "Void Above, Abyss Below" to jeden z lepszych materiałów w tej szufladzie, jaki ostatnio słyszałem. Nie polecam technicznym fetyszystom, wszystkim innym - jak najbardziej.

Szymon Kubicki