Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Live At Roadburn 2010

Live At Roadburn 2010 - Nachtmystium

Live At Roadburn 2010

Wykonawca:

Nachtmystium

Gatunek:

Black metal

8 /10

Nachtmystium to jeden z wyraźniejszych przykładów zdumiewającej wręcz zdolności ewolucyjnej black metalu. Porównując debiut Amerykanów sprzed zaledwie dziewięciu lat z obecną stylistyką, aż trudno uwierzyć, że to wciąż ten sam zespół.

To rzecz jasna nie jedyna kapela, która wywodzi się z blacku, podążająca obecnie w zupełnie innym kierunku. Jednak szczęście Nachtmystium polegało na tym, że z jakiegoś powodu właśnie o nich zaczęło się w pewnym momencie sporo mówić i pisać, zwłaszcza w ich ojczyźnie. Przecież nie każda tego typu kapela trafia od razu na łamy choćby NY Times. Do tego doszły trasy koncertowe z bandami z zupełnie innej szuflady, jak np. High on Fire. Jest więc szum, kult i hype, nic zatem dziwnego, że w ubiegłym roku Amerykanie pojawili się np. na holenderskim Roadburn, którego bossowie potrafią bardzo sprawnie wyłapywać to, co akurat jest na topie (przynajmniej w pewnych kręgach) i może spodobać się zarówno publiczności w przysłowiowych już swetrach, jak i twardzielom, uznającym jedynie zestaw w postaci skóry i czarnego t-shirta.

"Live At Roadburn 2010" to zapis właśnie tego koncertu, który wydany został na winylu (wszak tylko winyl jest prawdziwy) przez Burning World Records. Jak dla mnie to całkiem miła niespodzianka, bo choć byłem wtedy na miejscu, oglądałem inną kapelę i udało mi się zdążyć jedynie na zamykający show, świetny skądinąd "Assassins", z hipnotyczną końcówką. Nachtmystium w wersji live brzmi mocniej niż na albumach studyjnych (co zresztą nie dziwi), choć Amerykanie nie sięgają zbyt daleko w przeszłość. W setliście pojawiły się jednak aż dwa kawałki z dziwacznej epki "Doomsday Derelicts" sprzed dwu lat, będącej mało przekonywującym powrotem do korzeni. Dzięki temu taki np. "Hellish Overdose", zagrany z dużym przytupem, to pewnie jeden z najbardziej agresywnych utworów, jakie poleciały z dużej sceny podczas całej ubiegłorocznej edycji imprezy.    

Z drugiej strony, niemal wszystkim kompozycjom towarzyszą charakterystyczne szumiąco-kosmiczne sample, dobrze komponujące się nawet z tymi najmocniejszymi fragmentami występu. Setlista została siłą rzeczy oparta na przełomowym w dyskografii "Assassins: Black Meddle Part I". Nie zabrakło także całkowicie premierowego "High on Hate" z niewydanego wówczas jeszcze "Addicts: Black Meddle Part II". Dobry wybór, bo to jeden z nielicznych słuchalnych utworów z tego krążka.

"Live At Roadburn 2010" nie zawodzi ani nie rozczarowuje. To porządny materiał, który  dobrze oddaje wysoką wartość sceniczną Nachtmystium, ale, mimo wszystko, to tylko koncertówka. Prawdziwy poziom kapeli powinien zostać potwierdzony w studio. Biorąc pod uwagę mizerną jakość "Addicts...", to - przynajmniej na razie - Amerykanom raczej się nie udaje. Mam nadzieję, że nie okaże się, że Nachtmystium to zespół jednej płyty, choć już teraz widać, że cały szum wokół nich był jednak nieco przesadzony.

Szymon Kubicki