Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / 3rd Round Knockout

3rd Round Knockout - Chrome Division

3rd Round Knockout

Wykonawca:

Chrome Division

Gatunek:

Rock

9 /10

Jakiś czas temu Shagrath dostał manii wywalania muzyków z każdej kapeli, w której pogrywał. Marny efekt jego machinacji personalnej przyszło nam poznać przy okazji ostatniej płyty Dimmu Borgir. A jak to jest z trzecim krążkiem Chrome Division, a pierwszym, na którym śpiewa Athera z Susperii?

Nigdy nie ukrywałem, że jakoś specjalnie za Chrome Division nie przepadam. Ot, takie wesolutkie podmetalizowane udawanie Motorhead - tak mi to brzmiało. Toteż w związku z perturbacjami na stanowisku wokalisty i powiązaną z osobą Shagratha podobną sytuacją w Dimmu, co zaowocowało wybitnym spadkiem formy tamtej kapeli, już powoli skreślałem zespół. Zamiast Dywizji Chromowanej oczekiwałem raczej Chromej. Miło jednak zaskoczyłem się gdy odpaliłem "3rd Round Knockout". Bo to płyta zróżnicowana i z pomysłami jest!

Całość zaczyna się od "Bulldogs Unleashed" i tutaj pierwsza niespodzianka na start. To nie jest już ze strony Chrome Division bawienie się w Motorhead, ino metal pełną gębą. Typowa dla czarciej muzyki praca gitar, mocarne zwolnienie tempa i piękna galopada na bębnach tworzą zacny klimat, który uzupełnia jeszcze refren z iście Maidenowym "ooo-o-ooo". No i ta "ślizgana" solówka, naprawdę udany kawałek, nie dziwie się, że promuje album fajnym teledyskiem. "7 G-Strings" to już rzecz natomiast bardziej rockowa, ale z soczyście metalowym soundem. I, o dziwo, panowie z Dywizji nie jadą w tym utworze pod Motorhead, miła odmiana, klimatem i duchem bliżej "7 G-Strings" Queens of the Stone Age, ale to chyba tylko takie moje skojarzenie. "Join the Ride" to już rzecz lżejsza i spokojniejsza. Dla balansu i urozmaicenia zawsze przydaje się track trochę bardziej stonowany, tym bardziej, gdy jest mocno zakorzeniony w latach '80. Dużo w "Join the Ride" klasycznego hard rocka, refren wywołuje u mnie kolejne dziwne odległe skojarzenie, bo ze starym Bon Jovi. Czwarty song "Unholy Roger" kontynuuje pochód pomysłów, utwór ten w zwrotce jedzie punkiem na kilometr! Dywizja zacina się trochę przy "Zombies & Monsters", który cieszy głównie tytułem. Ale spokojnie za rogiem czekają kolejne atrakcję.

Szósty w rozkładzie jazdy "Fight" to piękna petarda, która mimo skomasowanego ataku mieści w sobie wiele urozmaiceń. Wspomnę tylko fajny pochód basu na początku, rwaną zwrotkę i natchniony refren. Jeśli myśleliście, że Chrome Division spocznie na laurach w dalszej części "3rd Round Knockout" srogo się myliliście! "The Magic Man" to...blues metal w czystej postaci, tak to tylko nazwać można. Posłuchajcie sami, nie chcę zdradzać wszystkich atrakcji tego kawałka. Jednak prawdziwym killerem tego albumu jest... cover Johnny'ego Casha. "Ghost Riders in the Sky" niszczy miażdży i kruszy! W końcu doczekałem się metalowej wersji tego wybornego kawałka na poziomie. Uśmiechnięta mordka po odsłuchu tej przeróbki gwarantowana, bo, co ważne, Chrome Division zachowało ducha tego utworu-hymnu, dodając przy tym pieprzu tu i tam.

Maj okazał się w metalu miesiącem muzycznych niespodzianek i nagłych powrotów do formy, to pewne. Za rogiem już czyhają, o dziwo! dobre płyty Hammerfall i Samael (co po "Above" myślałem, że się nie zdarzy), ale o tym za niedługo. Ważne, że pierwsi sygnał do majowej ofensywy dali panowie z Chromowanej Dywizji. Wybitnie witalna i z mnóstwem pomysłów rockowa petarda o soczystym brzmieniu. Szczerze polecam!

Grzegorz Żurek