Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Redemption at the Puritan's Hand

Redemption at the Puritan's Hand - Primordial

Redemption at the Puritan's Hand

Wykonawca:

Primordial

Gatunek:

Black metal

7 /10

Z nowym albumem Primordial wiąże się właściwie jedna wiadomość, dobra i zła zarazem. Otóż Irlandczycy kurczowo trzymają się swego poletka, nawet na centymetr nie odchodząc od tego, co proponowali na wcześniejszych płytach.

Dobra strona tego medalu (nazwijmy ją roboczo mamoń-izmem), jest taka, że wszyscy zwolennicy jedynego w swoim rodzaju stylu zespołu otrzymają dokładnie to, czego mogli się spodziewać. Doskonale znane dźwięki, podniosły i bojowy klimat, ze zdrową dawką patosu oraz niepodrabialnym zawodzeniem Alana Nemtheangi. Brak większych zaskoczeń oznacza w tym przypadku również brak rozczarowań. Taki punkt widzenia rozumiem, akceptuję, a nawet częściowo podzielam (przynajmniej, gdy mowa o Primordial).

Strona zła, to jest, używając neologizmu - wtórnizm, jest oczywista. Słuchacze, którzy ciągle otrzymują to samo, w końcu zaczynają się nudzić. Dotyczy to zarówno niedzielnych fanów danej kapeli, jak i tych zdecydowanie bardziej zaangażowanych. Wtórnizm to prosta droga do zastoju. A zastój nie jest fajny, nawet jeżeli niektórzy próbują dowodzić, że wręcz przeciwnie, że tak naprawdę to nic innego jak tylko kontynuacja 'własnego, ukształtowanego stylu'.

Primordial wcześniejszymi albumami zawiesił poprzeczkę nadzwyczaj wysoko. W zasadzie już od drugiego w dyskografii "A Journey's End" Irlandczycy osiągnęli kosmiczny wręcz poziom, do którego zbliżyć się miała szansę jedynie garstka innych bandów tej stylistyki. Co jednak ważniejsze, poziom ten został utrzymany przez kolejne cztery longplaye, a to mogło już wywołać podejrzenia o układanie się z diabłem, na zasadzie dusza za doskonały krążek. Cóż, pięć płyt, pięciu członków zespołu, pięć przehandlowanych dusz i brak waluty, którą można by opłacić "Redemption at the Puritan's Hand". Na szczęście nie jest tak, że Primordial wyłożył się na tym albumie. Niepokojące jest jednak to, że po raz pierwszy słyszę zadyszkę i lekkie zmęczenie materiału.

O tyle to zaskakujące, że rewelacyjny, być może nawet najlepszy w karierze "To The Nameless Dead" sprzed niemal czterech lat nie dość, że nie zapowiadał niczego podobnego, to jeszcze wręcz zwiastował tendencję wzrostową. Niestety, "Redemption at the Puritan's Hand" już tak jasno nie błyszczy. Owszem, Primordial nawet w nieco słabszej formie to wciąż czołówka ekstraklasy, ale… No właśnie, ale.

To nie tylko album zachowawczy, który pokazuje wyraźnie, że kapela nie zamierza wprowadzać żadnych większych zmian. To jeszcze nie problem, zwłaszcza, że pewne drobne różnice, choćby w liniach wokalnych, da się tu wychwycić. Bardziej odczuwalny jest brak dwu cech, tak charakterystycznych dla poprzedniego materiału - wspaniałych, rozpoznawalnych, łatwo wpadających w ucho melodii oraz bardzo emocjonalnego, niemal żałobnego klimatu, nadającego kompozycjom podniosłego, lekko patetycznego charakteru. Oczywiście, te elementy są obecne, ale znacznie mniej wyraźne. Być może stało się tak dlatego, że "Redemption at the Puritan's Hand" jest po prostu mniej przebojowy, za to bardziej melancholijny, zwarty i… rozwlekły. Niestety, w rezultacie, mimo wielokrotnego odsłuchu, wciąż nie jestem w stanie wyróżnić czy zapamiętać choćby jednej kompozycji.

Wracając do dwu stron medalu o nazwie "Redemption at the Puritan's Hand", Primordial na pewno wciąż trzyma wysoką formę; na tyle wysoką, by bez większego trudu deklasować konkurencję. Zawodu ani rozczarowania więc nie ma, jest natomiast niedosyt. Mam jednak świadomość, że nieco słabsze albumy zdarza się nagrywać nawet najlepszym z najlepszych. Tym razem padło na Irlandczyków.

Szymon Kubicki