Kup Magazyn Gitarzysta

Bel Air - Guano Apes

Bel Air

Wykonawca:

Guano Apes

Gatunek:

Rock

6 /10

Na ich powrót czekałem z wielkimi nadziejami i na pewno nie byłem sam. Tych, którzy spodziewali się po nowej płycie Sandry Nasic i spółki dawnej charyzmy i energii "Bel Air" z pewnością nieco rozczaruje. Nie można jednak powiedzieć, że to powrót nieudany. Szkoda tylko, że Apesi postanowili ukłonić się w stronę nowej, bardziej komercyjnej publiki, a nie starych fanów.

Od samego początku starałem się znaleźć w tej płycie coś ze starych nagrań Guano Apes i uwierzcie, nie było to wcale łatwe. Przyzwyczajony do tego co prezentowali aż do pamiętnego "Break The Line", które gwałtownie przerwało ich karierę oczekiwałem naprawdę wiele. Wiadomość o zejściu się zespołu, nowym krążku i wspólnych występach mocno mnie zaskoczyła i ucieszyła jednocześnie. Czekałem momentu kiedy odpalę "Bel Air" w odtwarzaczu bardzo długo i... niestety rozczarowałem się.

Już od pierwszego utworu płyta zaskakuje ogromną ilością elektronicznych ozdobników, które nie bardzo mi do Apesów pasują. Utwór "Sunday Lover" choć skoczny i nawet wpadający w ucho, zraża prostą, dyskotekową wręcz perkusją i miałkością całości. Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku singlowego "Oh What A Night". I chociaż nie wybija się on wybitnie spośród innych utworów, to słychać w nim nieco agresywniej śpiewającą Sandrę, porywające gitary i pomysłową kompozycję. W moim odczuciu najlepszy utwór. Kolejne, znowu dyskotekowe "When The Ships Arrive" i bardziej rockujące "This Time" niespecjalnie zapadły mi w pamięć. Piąty utwór na samym początku rozbudza moją ciekawość nie tylko tytułem ("She's a killer") - choć zapowiada się ciekawie kończy jak inne kawałki z "Bel Air" - nijako. Zbyt banalny "Tiger", kolejny "Fanman" z potencjałem, ale lekko niewykorzystanym i całkowicie niepodobne do Guano Apes (w moim odczuciu) "All I Wanna Do" i "Fire In Your Eyes". Mile zaskoczył mnie dawnym szaleństwem i delikatną psychodelą ostatni utwór z płyty "Trust" i energiczny, rockowy hidden track.

Patrząc jednak na całość trudno mi napisać, że to dobra płyta w dorobku Guano Apes. Nie znajdziemy na niej rockowych hymnów w stylu "Lords Of The Boards" czy też "Open Your Eyes". Ale czy po tylu latach możemy ciągle wymagać od Apesów młodzieńczej energii i charyzmy?

O tym albumie można powiedzieć wiele - jest on już nieco spokojniejszy, dojrzalszy... bliższy stylowo do solowych albumów Sandry Nasic. Niestety jakby bez rockowego pazura. Mimo wszystko czuć, że energia w grupie jest, ale jej dawkowanie odbywa się już zdecydowanie inaczej niż paręnaście lat temu.

Warto przesłuchać, chociażby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie... zwłaszcza jeżeli ciągle zdarza się Wam nucić od czasu do czasu ich stare kawałki.

Kamil Śliwiński