Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Anton Globba

Anton Globba - Kiev Office

Anton Globba

Wykonawca:

Kiev Office

8 /10

W świecie melomanów różnej maści jest taka niepisana zasada - to, co łatwo wpada w ucho, równie łatwo z niego wypada. Drugi album gdyńskiego trio, Kiev Office - Anton Globba - zdecydowanie do łatwych nie należy. To płyta wielorazowego użytku.

Trudno też sklasyfikować gatunkowo materiał zarejestrowany na tym krążku - słychać stary garażowy punk z czasów Siekiery ("Karolina Kodeina", "Człowiek Pełen Powiek"), kontemplując poetycki tekst w kompozycji "Nie Idź w Noc", ocieramy się o frapującą stylistykę twórczości Lecha Janerki, a niektóre rozwiązania (przerywniki, sample) jako żywo kojarzą mi się ze spuścizną Lao Che, choć miejscami pobrzmiewają britpopowe nutki. Wszystko to jednakowoż znakomicie zharmonizowane i oryginalne.

Tym, co od razu zwraca uwagę jest mocno surowe brzmienie perkusji i brudny, acz niebanalny aranż gitarowy. Zaskakują długie, rozbudowane utwory ("Jadą", czy niemal 12-minutowy "Hexengrund"), w których ładnie siedzą elektroniczne przeszkadzajki. Momentami irytuje brak spójności kompozycyjnej (oczywiście zamierzony, ale i tak irytuje) w utworach "Life’s So Tight/Woolen Touch" i wspomnianym "Hexengrund". Z całą jednak pewnością zawartość merytoryczna tego albumu nie jest przesycona, Miegoń, Kucharska i Wroński generują tyle dźwięków ile potrzeba.

Teksty Kiev Office są dalekie od patetycznych bogoojczyźnianych, czy sentymentalnych strof. Przywodzą na myśl oszczędną w stylu, ale szczerą i wnikliwą poezję pokolenia bruLionu z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku ("Karolina Kodeina", "Dwupłatowce", "Człowiek Pełen Powiek", "Jadą").

Tak już bywa, że losy alternatywnego rocka do wdzięcznych nie należą. W dobie muzycznego plastiku i wszechobecnej komerchy, zespoły takie jak Kiev Office chyba na zawsze pozostaną w niszy. Oczywiście są tego (poza materialną kwestią) same plusy, trzeba tylko o owej niszy dużo mówić i pisać. Bo czymże ona w rzeczywistości jest, jeśli nie elitą? Osobiście jestem dumny, że do niej należę.

Marcin Wróblewski