Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sounds of a Playground Fading

Sounds of a Playground Fading - In Flames

Sounds of a Playground Fading

Wykonawca:

In Flames

Gatunek:

Metal

8 /10

Jeszcze zanim pojawiły się raporty ze studia, informacje prasowe narobiły sporo zamieszania odnośnie tego, jak będzie brzmieć nowy album In Flames. Kto czytał, ten bał się o kształt tego wydawnictwa, bo szumnie zapowiadane rockowe oblicze oraz używanie między innymi akordeonu, w tym osobliwym przypadku, nie wróżyły niczego dobrego.

A tu, jak się okazuje, nawet z członkiem Engel na pokładzie, In Flames sprokurowało naprawdę dobry album. Dobry, ale nieco inny, będący pomostem pomiędzy ''Come Clarity'' a ''A Sense of Purpose''. Czyli, można by rzec, że łączy w sobie już nieco starsze z nowym (tym kontrowersyjnym). Osobiście jestem wielkim fanem ''Come Clarity'' i uważam ten krążek za genialny, nie mający praktycznie ani jednej wady, a co więcej, ze wszystkich wydanych już po ''Clayman'' uznaję go za najlepszy. ''Sounds of a Playground Fading'' stawiam niżej niż ''Soundtrack to Your Escape'' ale wyżej niż ''A Sense of Purpose''. A to wystarczająca rekomendacja, by porzucić obawy, i choćby spróbować przekonać się do nowego dzieła In Flames.

Uważam też, że ''Sounds of a Playground Fading'' należy słuchać w całości, nie szukać hiciorów na siłę, a zrozumieć ten krążek jako jedną spójną całość, mającą swoje bardzo chwytliwe oblicze (utwór tytułowy, ''Deliver Us'') brutalne i ciężkie (''Darker Times'', ''Enter Tragedy'') a ostatecznie, melancholijne i mocno budzące skojarzenia z epicką balladą z poprzedniego albumu, a mowa tutaj  o szeptanym ''The Attic''. Owszem, nowe numery In Flames mają wiele popowych melodii, bardziej rockowy vibe, ale to wciąż bardzo melodyjny metal, mający odpowiedni ciężar, urozmaicony ciekawą elektroniką (''Darker Times''), ale przede wszystkim, pełnym groove, który aż wylewa się z głośników. I jedyną wadą są teksty Andersa, naprawdę słabe i średnio pasujące do treści muzycznej tego krążka. Najgorszy to chyba ''The Puzzle'', choć to jeden z moich ulubionych utworów na płycie (pyszne solo Bjorna!). Wokalnie Friden jest w formie, kombinuje, próbuje śpiewać w wysokich rejestrach, a kiedy trzeba to ryczy jak należy - tylko growli brakuje, a szkoda.

A podsumowując: Jesper, będący jeszcze na odwyku pewnie bije się w pierś, że to nie on napisał ten album. Bjorn odwalił kawał naprawdę dobrej roboty, i choć zdarzają się tutaj wpadki (najzwyczajniej nudne ''Liberation''), to jako całość ''Sounds of a Playground Fading'' wypada co najmniej dobrze. Może nawet tak dobrze jak solo w ''Fear is The Weakness''. Tak czy owak, nie słucham teraz niczego innego. No, oprócz nowej The Black Dahlia Murder, bo tam dzieje się istny armageddon - również w melodyjnej odsłonie.

Grzegorz ''Chain'' Pindor


Zdaniem Konrada Morawskiego:

 

Na początku było słowo. Death metalowe słowo w towarzystwie melodii. Dwie dekady wystarczyły, aby w przypływie pomysłów niestabilnej ludzkiej natury zaburzyć wykreowaną harmonię. Myślę, że w taki sposób mogłaby wyglądać krótka cenzurka twórczości In Flames. Wszak zespół z Göteborga w pierwszej dekadzie XXI wieku, począwszy od albumu "Reroute To Remain" z 2002 roku, odciął się od swojego rodowodu, a jego muzyka wyewoluowała do nowego nurtu. Jeśli nie ukoronowaniem, to z pewnością kolejną fazą w przemianie In Flames jest dziesiąty studyjny album grupy pt. "Sounds of a Playground Fading".

Przed wydaniem tego albumu w kapeli sporo się zmieniło. Przede wszystkim pożegnał się z nią gitarzysta Jesper Strömblad, a więc ostatni muzyk z oryginalnego składu In Flames i de facto jego założyciel. Jego miejsce zajął Niclas Engelin, który z In Flames w różnej formie współpracował od lat, ale warto dodać, że przy tworzeniu "Sounds of a Playground Fading" Engelin nie brał udziału, zatem krążek w sekcji gitarowej powstawał przede wszystkim w oparciu o pomysły Björna Gelotte. Inną ważną, a zarazem symboliczną zmianą w szeregach In Flames była zmiana wytwórni, bowiem w marcu 2011 roku grupa odeszła od Nuclear Blast, z którą była związana od... 1994 roku. Szwedzi wstąpili w szeregi Century Media Records. Zatem uzasadnione wydaje się pytanie, czy te wydarzenia miały wpływ na jakość dziesiątego studyjnego albumu In Flames?

Odpowiedź musi być twierdząca, ale paradoksalnie novum jakie nastało w ekipie z Göteborga można określić mianem pozytywnego. Od kilku lat mówiło się o kryzysie w szwedzkim zespole, a jego poprzedni album z 2008 roku pt. "A Sense of Purpose" został zmiażdżony przez fanów i krytykę. In Flames chyba zabrnęli w ślepy zaułek, w którym doszczętnie się wypalił, także zmiany zdecydowanie były potrzebne. Na wstępie radziłbym wszystkim odrzucić oczekiwanie powrotu kapeli do swoich korzeniu, bo Anders Friden i spółka na dobre rozstali się z death metalem kilka lat temu. Nowe In Flames, a jednocześnie pierwszy album w drugiej dekadzie XXI wieku to przede wszystkim muzyka, którą śmiało można zdefiniować jako "modern metal" lub "metal alternatywny". Utwory zawarte na "Sounds of a Playground Fading" są o wiele bardziej szybsze niż cięższe, napisane według schematu: zwrotka - refren - zwrotka i wykończone gładkimi solówkami ("Deliver Us", "The Puzzle", "Darker Times" czy "A New Dawn"). Na płycie znalazło się kilka kawałków, w których grupa przypomniała sobie, że potrafi mocniej zagrać na instrumentach ("All For Me" czy "Enter Tragedy", ale nawet w nich, jak i właściwie w przekroju całej płyty pojawia się bardzo dużo rozmaitych i dopracowanych melodii, które łagodzą brzmienie materiału. Pewną egzotykę w tym w miarę poukładanym albumie stanowią  muzyczne wynalazki, które można by nazwać balladami wypchanymi różnymi instrumentalnymi i elektronicznymi drobiazgami ("The Attic" i "Liberation"), a na przeciw eksperymentom wyszły również utwory, w których muzycy In Flames zasygnalizowali swoje zainteresowania smyczkami ("A New Dawn"), niemalże industrialem ("Jester's Door"), hard rockiem (solówka w "Liberation") czy innymi, trudnymi do zdefiniowania patentami niekoniecznie związanymi z wykorzystaniem instrumentów.

Z dużą satysfakcją przyjąłem formę, w jakiej znajduje się Anders Friden, bowiem struny tego niemal czterdziestoletniego wokalisty albo przeszły coś na kształt renesansu albo zostały znakomicie dopracowane w studio. Istnieje jeszcze jedna możliwość, według której Anders Friden po prostu zaczął nieźle brzmieć w nieco mniej agresywnym, ale za to bardziej chwytliwym obliczu muzyki In Flames. W ten sposób skłaniam się ku poglądowi, że "Sounds of a Playground Fading" to krążek, który świetnie wpisuje się w konwencję enigmatycznie brzmiącej "alternatywy". Szwedzi chyba nareszcie zrozumieli, że nie da się zrównoważyć muzyki pomiędzy starymi pomysłami, a eksperymentami z nowymi. W efekcie otrzymaliśmy album wyrwany spod presji przeszłości i dobrze "wchodzący" dla fanów mniej agresywnych odmian metalu.

Wydaje mi się, że grupie bardzo pomogła zmiana wytwórni. Ludzie z Century Media Records odświeżyli, a właściwie nadali atrybutów nowemu stylowi In Flames. Kapela, która w ostatnich latach ewidentnie pogubiła się we własnej muzyce wreszcie nagrała krążek przemyślany i dopracowany. Z pewnością te płomienie nie palą się z taką siłą jak dawniej, a ich kolor może trochę zblakł, ale jeżeli wyposażymy się w dobre nastawienie to na "Sounds of a Playground Fading" będzie można odnaleźć sporo dobrej muzyki. A może pozytywne wrażenie potęguje kontrast z beznadziejnym "A Sense of Purpose"? Odpowiedź poznamy przy kolejnym studyjnym albumie Szwedów.

Konrad Sebastian Morawski