Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Be Cool - The Very Best Of

Be Cool - The Very Best Of - The Barcodes

Be Cool - The Very Best Of

Wykonawca:

The Barcodes

Gatunek:

Blues

9 /10

The Barcodes to zespół założony przez weteranów brytyjskiej sceny bluesowej i jazzowej. Panowie mają za sobą udział w takich grupach, jak The Yardbirds, Nine Below Zero, Little Axe oraz współpracę z Grace Jones, Jimmy Dawkins, Dave Specter i wieloma innymi.

Aktywnie udzielali się też jako muzycy sesyjni. Krótko mówiąc, mają wielkie doświadczenie życiowe i muzyczne i to w ich twórczości doskonale słychać. Do tej pory wydali cztery albumy, teraz zaś przyszedł czas na podsumowanie - the best of. Zespół tworzy trzech muzyków: Bob Haddrell (wokal, organy Hammonda, fortepian), Alan Glen (wokal, gitara, harmonijka) i Dino Coccia (perkusja).

Dokonując wyboru utworów na płytę, zastosowano najprostszy z możliwych sposobów. Z każdego wydanego dotychczas krążka wzięto po kilka kawałków i w chronologicznej kolejności umieszczono je na składance. Daje to dość dobry obraz dotychczasowych poczynań i dokonań zespołu. W sumie na płycie znalazło się aż 17 pozycji, w tym 10 to kompozycje własne. Muzyka, jaką proponuje The Barcodes, to wyjątkowo smakowita mieszanka bluesa i swingującego jazzu, z niewielką domieszką reggae. Nawet jeżeli kapela  sięga po klasykę bluesa, w jej interpretacji numery te nabierają dodatkowego, głównie jazzowego, blasku.

Trzy pierwsze utwory pochodzą z debiutu, tj. płyty "Keep Your Distance'". Pełne są swingującego bujania, a partie Hammonda i gitary wypadają po prostu rewelacyjnie. Zresztą,  tak jest na całej płycie, bowiem wymienione instrumenty we właściwych rękach doskonale nadają się do tego typu muzyki. Kolejne trzy utwory pochodzą z "Independently Blue". Najciekawsze to bez wątpienia "Grits & Greens" oraz tytułowy "Be Cool". Oba stylistycznie znacznie różnią się od siebie. Pierwszy to fantastyczny, instrumentalny jazzik, gdzie Hammond i gitara w sposób absolutnie cudowny odgrywają temat przewodni. Całości dopełnia niezwykle urokliwa partia na flecie. "Be Cool" to z kolei blues w chicagowskim wydaniu, ze świetnymi wokalami i rasową harmonijką. Najobficiej reprezentowany jest materiał z płyty "With Friends Like these...". Z tego oto krążka pochodzi bowiem aż siedem utworów i, bez dwu zdań, jest to najciekawsza część składanki. Niemały na to wpływ miał udział zaproszonych do współpracy gości. Zoot Money, Paul Cox i Val Cowell na wokalu, Papa George na gitarze slide czy Roger Cotton na organach Hammonda wnoszą wiele dobrego do brzmienia całości. Dodatkowo, utwory te są niezwykle urozmaicone stylistycznie. Mamy tu bowiem blues ("Paint My Mailbox Blue", "Half to Nowhere", "Can’t Hold Out Much Longer"),  swingulanse ("Blues for Judy", "I don’t Worry About A thing") oraz reggae ("Back at the 4 Aces"). Zaprezentowane utwory są na tyle ciekawe i intrygujące, że nabrałem ochoty, by zdobyć krążek "With Friends Like these ..." i posłuchać go w całości. Płytę zamykają trzy numery, pochodzące z krążka "Live". Najciekawiej prezentuje się jazzująca interpretacja utworu Blind Willie Mc Tella "Statesboro’ Blues", znanego większości słuchaczy choćby z brawurowego wykonania The Allman Brothers Band.

Płyta jest niezwykle bogata w warstwie wokalnej. Nie dość, że dwaj członkowie trio to bardzo sprawni wokaliści, to jeszcze zaproszeni goście w tej materii wnoszą naprawdę wiele dobrego. Instrumentalnie też jest pierwszorzędnie, oraz niezwykle demokratycznie, tzn. nie dominuje żaden z instrumentów.

Płyta z pewnością ucieszy wszystkich miłośników jazzowo-swingujących klimatów, łagodnego bluesa, brzmienia organów Hammonda i jazzowej gitary. Polecam.

Robert Trusiak