Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Blasphemers Maledictions

Blasphemers Maledictions - Azarath

Blasphemers Maledictions

Wykonawca:

Azarath

Gatunek:

Death metal

7 /10

Styl Azarath już kilka lat temu, za czasów szatańskiej "Infernal Blasting", stał się niejako wyznacznikiem bezkompromisowego deathmetalowego grania w naszym kraju. Nowa płyta zespołu pokazuje, że formacja nadal wiedzie u nas prym w generowaniu tego typu dźwięków.

Nim wgłębimy się w piekielne czeluści "Blasphemers Maledictions" warto zauważyć w jak szczególnych okolicznościach album powstawał. Sam Inferno w udzielonym nam wywiadzie przyznał, że pisanie najnowszego materiału dla Azarath było dla niego pewnym odreagowaniem ciężkich chwil związanych z walką Nergala z chorobą. Od razu przyznam, że powyższe słychać na krążku dosyć dosadnie…  

Na "Blasphemers Maledictions" Azarath nadal gra muzykę czarną jak smoła, w której stężenie Szatana, zła i agresji przekracza chyba wszystkie dopuszczalne normy Unii Europejskiej. Już czterosekundowe intro "Arising The Black Flame", będące w sumie tylko skrzekliwą recytacją wokalisty Marka Lechowskiego, wywołuje ciarki na plecach i spowoduje zapewne ucieczkę sprzed głośników co wrażliwszych na soniczne obrażenia osobników. A pomyśleć, że to tylko preludium przed bezpośrednim atakiem w postaci, pierwszego właściwego numeru na krążku, "Supreme Reign Of Tiamat". Bezwzględny atak deathmetalowej artylerii zanihiluje tych, którzy nierozważnie nie uciekli w czasie trwania introdukcji. Taką też dźwiękową krucjatę przeciw wiadomym wrogom Inferno i spółka prowadzą do końca albumu. Tylko czasami - jak w "Harvester of Flames" - wolniej budują napięcie zaczynając utwór od bardziej stonowanego początku.

Dużym, i krzywdzącym dla grupy, uproszczeniem byłoby jednak uznanie twórczości Azarath za typową "łupaninę". Warto zwrócić uwagę na partie perkusji - może nie tak interesujące jak w Behemoth, ale trzeba przyznać, że Inferno i tak zarejestrował najlepsze bębny w dyskografii Azarath. Polecam do analizy choćby "Holy Possession" czy wspominane "Supreme Reign…". Cieszy, że Zbyszek nie ograniczył się do typowych dla gatunku blastów. W grupę dobrze wpasował się Marek Lechowski (wcześniej gwałcący swoje struny głosowe m.in. z Anima Damnata), który nagrał naprawdę demoniczne wokale. Słuchając ich mam tylko obawy, że ich autor umrze przedwcześnie na raka krtani…

Azarath nadal kieruje swoją twórczość do bardzo konkretnego odbiorcy. Można byłoby czepiać się, że tak ekstremalny gatunek jak death metal jest zarazem tak konserwatywny, zaś zespół nie proponuje na swojej płycie niczego "świeżego". Można byłoby… Po co jednak marudzić, skoro maniacy gatunku i tak będą wychwalać "Blasphemers…" po niebiosa (ups, może akurat nie jest to najtrafniejsze w tym wypadku określenie) i z dumą ustawią na półce obok poprzednich wydawnictw zespołu.

Podsumowanie? Mrok. Szatan. Piekło. Śmierć. Zniszczenie.  Bluźnierstwa. 666. Czyli Death Metal!!!

Jacek Walewski