Kup Magazyn Gitarzysta

Kairos - Sepultura

Kairos

Wykonawca:

Sepultura

10 /10

Gdyby przyszło komuś zrobić listę największych dobrodziejstw w metalu w ostatniej dekadzie XX wieku na jednym z pierwszych miejsc powinien umieścić zmianę wokalu w Sepulturze, a właściwie angaż Derricka Greena do brazylijskiej legendy thrash metalu.

Odkąd pół człowiek pół lew przybył do Sepultury, odtąd thrash metalowy kwartet rozpoczął konsekwentną i skuteczną drogę w budowaniu nowej tożsamości. Odejście Maxa Cavalery z zespołu było traktowane ze zdumieniem, a po rozstaniu się z Sepulturą jego brata Igora utarło się powiedzonko: "No Cavaleras, no Sepultura". Ile było w tym tekście banału zweryfikowała twórczość formacji, szczególnie na ostatnich trzech albumach: "Roorback" z 2003 roku, "Dante XXI" z 2006 roku oraz "A-Lex" z 2009 roku, jak i muzyczne popłuczyny oferowane przez braci Cavalera w ostatnich latach. Zatem nic dziwnego, że kolejny album napisany przez Andreasa Kissera, Derricka Greena, Paulo Jr. i Jeana Dolabellę stanowił wielkie wydarzenie wśród fanów Sepultury. W czerwcu 2011 roku nastał czas Kairosa.

Nie wiem w jaki sposób można zmierzyć wkład Roya Z czy Nuclear Blast w jakość tego albumu, bo zarówno znany producent, jak i prężnie rozwijająca się wytwórnia były novum w muzycznym otoczeniu Sepultury, ale wiem, że przy wkładzie do krążka 100% możliwości i zaangażowania włożył metalowy kwartet z Belo Horizonte. Wszak "Kairos" to trochę ponad trzy kwadranse bezkompromisowej, solidnej i wściekłej thrash n' groove metalowej szkoły. Krążek zawiera w sumie piętnaście numerów (w rozszerzonej wersji dwa dodatkowe), ale należy zwrócić uwagę na cztery krótkie przerywniki: "2011", "1433", "5772" i "4648", które oznaczają ten sam rok, ale na podstawie innego kalendarza. Podobne przerywniki Brazylijczycy umieszczali już na poprzednim albumie i raczej ich zadanie polega na złapaniu oddechu pomiędzy rozpędzonymi riffami i blastami. Co innego, że te elementy stanowią klucz do zrozumienia przesłania albumu, bo Sepultura w 2011 roku poddaje do dyskusji pytanie o istotę i znaczenie czasu, który w tekstach grupy został określony jakoś wartość mocno zrelatywizowana.

Sama muzyka brazylijskiej legendy nie daje chwili wytchnienia. Zespół porusza się po charakterystycznym brzmieniu łączącym thrash metalową szybkość i agresję oraz specyficzne groove metalowe odbjianie instrumentalnymi partiami. Zwracam uwagę szczególnie na współpracę na linii gitarowo-perkusyjnej czyli w głównej mierze na zestawy riffów i blastów Andreasa Kissera i Jeana Dolabelli. Gitarzysta z Soo Bernardo do Campo zaoferował niezliczoną ilość ciętych, zadziornych i ciężkich riffów niejednokrotnie wykończonych świetnymi solówkami. Wśród pomysłów Kissera znalazły się zarówno krótkie solówki na wykończenie utworu, jak i dłuższe charakterystyczne wypuszczenia wystrzelone z riffów. Nie ukrywam, że niezwykle duży progres można odnotować u Jeana Dolabelli, który wreszcie dostał trochę autonomii i w efekcie odpłacił się rewelacyjnymi blastami ("Relentless", "Dialog" czy "No One Will Stand"). O ile rola Paulo Jr. w "Kairosie" polegała na balansowaniu rozpędzonych riffów Kissera, o tyle wokale (sporadycznie gitary) Derricka Greena po raz szósty w studyjnej historii Sepultury wgniotły mnie w ziemię.

Uważam, że czarnoskóry wokalista z Cleveland zasługuje na osobny akapit w tej recenzji, bo siła uderzeniowa z gardła Greena mogłaby stłuc nie jedną czy dwie, ale cały komplet szklanek. Pół człowiek pół lew to w tej chwili jeden z najlepszych thrash n' groove metalowych wokalistów. Jego partie wokalne doskonale wpisały się zarówno w bardzo szybkie premierowe utwory ("Spectrum", "Dialog", "Born Strong", "No One Will Stand" czy "Point Of No Return"), jak i te o dużym natężeniu ciężaru, skotłowane pomiędzy groove metalowymi ścianami ("Kairos", "Mask" czy "Embrace The Storm"). Czarnoskóry wokalista pozwolił też sobie na kwestie mówione ("Dialog"), które uwydatniły inną stronę jego niesamowitego głosu. Wiem, że jego wokale to absolutnie jeden z najważniejszych instrumentów tej kapeli. Ten człowiek to podstawowy atrybut w procesie wykształcenia się Sepultury XXI wieku.

W treści "Kairos" pojawiło się jeszcze wiele innych przesłanek, które uczyniły ten album wielkim. Mógłbym napisać o dwóch niesamowicie skonstruowanych coverach (szczególnie "Firestarter" Prodigy), zindustrializowanych pomysłach ("Structure Violence") czy o kilku innych urozmaiceniach, ale pozostawiam te nowinki fanom do odkrycia z indywidualnego poziomu. Przez szacunek do czasów zespołu z braćmi Cavalera pozostaje żałować, że zaledwie trzy miesiące temu Cavalera Conspiracy wypuściła swój drugi studyjny album. Kontrast pomiędzy tymi dwoma wydawnictwami jest ogromny! "Kairos" Sepultury to bezwzględna, pozbawia wad, wciągająca thrash n' groove metalowa petarda. Album jakich na współczesnym rynku metalowym mało.

Gdzieś w mediach pojawiła się tania sensacja, że w zespole planowany jest reunion starego składu. Andreas Kisser na szczęście tym pogłoskom zaprzeczył. Ja również mówię takim pomysłom wielkie NIE, bo stary dorobek Sepultury nie zasługuje na profanację przez odmienionego Cavalerę, a przede wszystkim dlatego, bo prawdziwa siła Brazylijczyków tkwi w aktualnym składzie. "Kairos" jest tego najlepszym potwierdzeniem.

Konrad Sebastian Morawski