Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dreamin’

Dreamin’ - Grady Champion

Dreamin’

Wykonawca:

Grady Champion

Gatunek:

Blues

9 /10

Grady Champion zwyciężył w International Blues Challange w 2010 roku i jest to niewątpliwie największy sukces w jego dotychczasowej karierze; pisze o tym zresztą obszernie we wkładce do płyty. Nawiasem mówiąc, na bluesowym rynku pojawia się coraz więcej (i to dobrych!) płyt, nagrywanych przez finalistów IBC. Świadczy to bez wątpienia o tym, jak ważną rolę odgrywa ów konkurs w kreowaniu, czy raczej wyławianiu niezwykle zdolnych wykonawców. Przykład choćby Eurowizji dowodzi, że nie każde muzyczne współzawodnictwo musi być równie owocne.

"Dreamin’" to piąta płyta w dyskografii Championa. Duży udział w powstaniu krążka mieli: gitarzysta Zac Harmon oraz klawiszowiec Christopher Troy. Nie dość, że obaj udzielają się jako instrumentaliści (w tym również na perkusji), a dodatkowo są producentami, oni również dokonali nagrań oraz są współkompozytorami kilku utworów. Spośród pozostałych muzyków, zaangażowanych w projekt, wypada wymienić gitarzystę Gregga Wrighta, znanego choćby ze współpracy z Michaelem Jacksonem, Mickiem Fleetwoodem i Spencerem Davisem. Zresztą, powiązania między wymienionymi wyżej muzykami, zaproszonymi do współpracy przez Championa, są generalnie dość szerokie. Na wydanej w 2009 roku, bardzo dobrej zresztą, płycie Zaca Harmona pod tytułem "From the Roots" zagrali Troy i Wright. Dużo dobrego do brzmienia całości wnosi fantastyczny chórek, w składzie: Sue Ann Carwell i Cedric Goodman. By zakończyć wątek osobowy dodam, że na gitarze basowej gra Corey "Buthel" Burns.

Na 10 utworów wypełniających "Dreamin’" Grady Champion jest autorem (rzadziej współautorem) dziewięciu kompozycji. Z małym wyjątkiem są to kompozycje niezwykle udane, a - co najważniejsze - stylistycznie bardzo urozmaicone. Gdybym miał wskazać te, które przypadły mi do gustu najbardziej, lista zawierałaby aż dziewięć pozycji. Z powyższego wynika, że najłatwiej jest wskazać ten jeden najsłabszy. To "Make That Monkey Jump", który zwyczajnie nie pasuje do reszty. Plastikowy, bez wyrazu, z jakimiś dziwnymi zniekształceniami wokalu (vocoder?) oraz koszmarną perkusją. Całość brzmi zupełnie jak jakaś irytująca muzyczka z chińskiej dziecięcej zabawki. Pozostała dziewiątka to niezwykle stylowa, a przy tym i wybuchowa mieszanka bluesa, soulu, funku i muzyki gospel. A nad tym wszystkim góruje wyborny głos Grady Championa.

Płytę otwiera klasyczny, żwawy blues "My Rooster is King", który w warstwie wokalnej mocno kojarzy się z nieodżałowaną Koko Taylor. Utwór ten w roli zwiastuna zawartości muzycznej krążka może nieco zmylić, bowiem czysto bluesowych numerów jest na płycie raczej niewiele. Obok wyżej wymienionego, koniecznie trzeba wspomnieć o wolnym, pełnym dramatyzmu bluesiorze "Thank You For Giving Me The Blues", rozpoczynającym się od nieśmiertelnych słów "woke up this morning". Przy okazji jest to, moim zdaniem, najlepszy utwór na krążku. W pięknych i prostych słowach wokalista dziękuje Bogu za bluesa "(...) the blues had to be sent from heaven’s front door". Świetna, zadziorna gitara Zaca Harmona,  trochę w stylu Alberta Kinga. Wokal niezwykle dynamiczny, na granicy krzyku, czasem prawie jak James Brown. Cudowny, gospelowo zabarwiony chórek dopełnia całości. Tytułowy "Dreamin’" to z kolei przedstawiciel sporej grupy nagrań podszytych soulem. Inne tego typu to m.in. "Cross That Bridge" czy "Guilty as Charge".

Zresztą, dzięki absolutnie wyjątkowemu chórkowi, prawie każdy kawałek doznaje soulowego blasku. Świetnie wypada niezwykle urokliwa ballada "Weight Of The World", subtelnie ozdobiona brzmieniem akordeonu. W utrzymanym w  kolejowym tempie boogie "Some Train" dużo dobrej roboty wykonał na gitarze slide Gregg Wright. "Laugh, Smile, Cry Sometimes" to gospel trochę jak z Raya Charlesa, z miłymi dla ucha countrowymi naleciałościami. No i harmonijka brzmi całkiem do rzeczy. Płytę zamyka niezwykle zgrabny, z lekka funkujący, prawie instrumentalny (w warstwie słownej jedynie Zac Harmon wypowiada pojedyncze zdania) "Walk With Me Baby". Instrumentem wiodącym jest tu harmonijka i jest to najlepsza część płyty z udziałem tego instrumentu. Warto też zwrócić uwagę na staromodnie brzmiące organy, coś w stylu starego soulu spod znaku wytwórni Stax.

Grady Champion, jako wokalista, wypada wręcz fenomenalnie. Dysponuje lekko zachrypniętym głosem, ma świetne frazowanie i dużą dynamikę. Bardzo podoba mi się swoboda, lekkość i jakaś taka, trudna do opisania, radość śpiewania. Na płycie popisuje się też grą na harmonijce. Instrument ten brzmi bardzo akustycznie - żadne tam przestery czy mocarne, tłuste brzmienia. Niestety, harmonijkarz z niego raczej średni i chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo solówek nie ma tu zbyt wiele. I nie ma czego specjalnie żałować.

Największym mankamentem płyty jest, w moim odczuciu, brzmienie perkusji. Nie wiem, jaki wpływ na to ma fakt, że na instrumencie tym grają na zmianę Zac Harmon i Christopher Troy, czyli, było nie było, nie-perkusiści. Bębny są mało wyraziste i zupełnie bez charakteru, czasem irytująco wręcz plastikowe (zwłaszcza w "Make That Monkey Jump", o którym wspomniałem wyżej). A może taki był zamierzony efekt, może chodziło o to, by w ten sposób uzyskać nieco bardziej współczesny charakter całości? Jeżeli tak, to poniekąd się to udało, bo o brzmieniu perkusji na pewno nie sposób powiedzieć, że jest klasyczne i korzennie bluesowe.  

"My plan for the future is simple, to keep the blues alive" - takie słowa na okładce płyty umieścił Grady Champion. Piękny plan i mocno trzymam kciuki, by mu się ziścił. Ocena punktowa w przypadku tej płyty jest wyjątkowo łatwa i czytelna - na płycie jest 10 utworów, w tym jeden koszmarek, czyli 10-1=9.

Robert Trusiak