Kup Magazyn Gitarzysta

Newbreed - NeWBReed

Newbreed

Wykonawca:

NeWBReed

8 /10

Newbreed zdaje się wypływać nareszcie na szersze wody. Kontrakt z Metal Mind Productions, “gwiazdorscy" zaproszeni goście i wreszcie naprawdę mocny nowy materiał mają szanse zagwarantować zespołowi zaistnienie w świadomości szerszej grupy odbiorców.

Newbreed nagrał swój "Black album". Porównania do wydanej przez Metallikę dwie dekady temu płyty aż same cisną się na myśl już przy pierwszym kontakcie z najnowszym wydawnictwem bielszczan. Pomijając oprawę graficzną, warto zwrócić uwagę na fakt, że zespół zarejestrował zdecydowanie najłatwiej przyswajalne i najlepsze utwory w swojej karierze. Po przeładowanym pomysłami, i przez to trochę męczącym, "Child of the Sun" muzycy przemyśleli chyba tym razem nowe numery pod kątem ich "lotności". Rezultatem są krótsze niż poprzednio kompozycje o bardziej piosenkowym charakterze. Przez to całość łatwiej zapada w pamięć i dłużej w niej pozostaje. Podejrzewam też, że lepiej będzie sprawdzać się na żywo…

Album świetnie zapowiada już "otwieracz", czyli "How It Was To Be" - dynamiczny, z pulsującym, połamanym tempem (żeby jednak za łatwo nie było!), wyraźnie zarysowanym refrenem i zaskakującym, mroczniejszym zakończeniem. Podobnie zbudowana jest większa część materiału. Najciekawiej wypadają tutaj jednak, mający atmosferę posępnego filmu grozy, "After All This Time" i schizofreniczny, balansujący pomiędzy szaleństwem Dillinger Escape Plan a melancholią, "In A Better World". Przy okazji warto zauważyć, że kapela ma spory talent do pisania zarówno ciężkich, drapieżnych riffów i łączenia ich z melodią.

"Newbreed" najbardziej intryguje jednak w innym miejscu. Mianowicie w pseudo-balladzie "When I Admire the World". Okazuje się, że porzucenie rockowo-metalowej stylistyki na rzecz elektroniki wychodzi zespołowi nad wyraz zgrabnie. Nie obraziłbym się na muzyków, gdyby założyli projekt, w którym skoncentrowaliby się na eksponowaniu tego typu dźwięków. Tym bardziej, że moim drugim faworytem jest "An Answer Without Any Words", gdzie elektroniczne wstawki świetnie współegzystują z ciężkimi riffami i agresywniejszym wokalem Tomka Wołoncieja. Pewne samplowane smaczki zostały także przez muzyków sprytnie poukrywane na całym albumie.

Atrakcyjność krążka zwiększa oczywiście gościnne pojawienie się w utworach Vogga z Decapitated i Lipy z Lipali. Osobiście traktowałbym to jednak bardziej w kategorii ozdobników i ciekawostek, a nie głównej wartości płyty. Tym bardziej, że obaj panowie, mimo pozorów, nie odcisnęli swoimi osobowościami dużego piętna na całokształcie…

Za pomocą "Newbreed" zespół z pewnością może zdobyć sporo nowych fanów. Mam też nadzieję (albo inaczej - muzycy będą wielkimi ignorantami, jeśli tego nie zrobią), że kilka z numerów z płyty na stałe wejdzie do setlisty grupy. Trzymam kciuki i polecam!

Jacek Walewski