Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tony MacAlpine

Tony MacAlpine - Tony MacAlpine

Tony MacAlpine

Wykonawca:

Tony MacAlpine

7 /10

Płyty instrumentalne mają to do siebie, że ich ocena nigdy nie jest łatwa. Brak wokalisty sprawia, że jedyne co może przemówić do wyobraźni odbiorcy to nietuzinkowe kawalkady dźwięków i ciekawe aranżacje utworów. Wydanie obiektywnego werdyktu staje się jeszcze trudniejsze gdy mowa o materiale takiego artysty jak Tony MacAlpine (przynajmniej dla gitarzysty). Słuchając więc najnowszego krążka tego znakomitego gitarzysty starałem się zapomnieć, kto w danym momencie szarpie struny, dogrywa bębny...

...a uwierzcie, nie było wcale łatwo. Najnowsze, imienne wydawnictwo Tony'ego MacAlpine'a to już jedenasty, solowy krążek w bogatej karierze tego muzyka. Pozwolę sobie nie przytaczać jego muzycznej historii gdyż taka ilość informacji nadawałby się na zupełnie osobny artykuł. Wracając więc do płyty w odtwarzaczu...

Tony zajął się aranżacją większości partii na tym longplay'u - może nie każdy wie, ale posiada on wszechstronne wykształcenie muzyczne; ukończył klasyczne szkoły pianina i skrzypiec co pozwala nazywać go artystą kompletnym. Mimo to na płycie nie brakło znakomitych gości - w kilku utworach udzielają się: za zestawem perkusyjnym mistrz bębnów i połamanych rytmów Virgil Donati, niemniej odjechany Marco Minnemann oraz na gitarze basowej Philip Bynoe w utworze "Ölüdeniz".

"Tony MacAlpine" to krążek niezwykle zróżnicowany. Pierwsze utwory na płycie to kwintesencja metalowych kompozycji - od całkiem przyjemnego w odbiorze "Serpens Cauda" (w którego zwrotce można poczuć ducha Steve'go Vaia) czy singlowego kawałka "Ölüdeniz" z rozśpiewaną wręcz partią gitarową po mojego faworyta z tej płyty "10 seconds to Mercury" ze znakomitym Marco Minnemannem na bębnach. Kolejny utwór "Flowers for monday" przenosi nas do zupełnie innego, muzycznego świata, w którym Tony akompaniuje sobie na pianinie i dogrywa do tego ciekawą akustyczną solówkę. "Angel of Twilight" i "Pyrokinesis" to dwa zabójcze, metalowe numery podkreślające wydźwięk wydawnictwa. Zatrzymałem się chwilę dłużej na 9 tracku, który już z nieco spokojniejszym aranżem i wręcz przebojowym refrenem zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i utwierdził w przekonaniu, że duch pana Vaia musiał czuwać nad MacAlpinem. Warto chwilę zatrzymać się też przy ostatnim numerze "The Dedication", w którym zebrane jest chyba wszystko co najlepsze z Tonego - klasyczna, rozbudowana kompozycja i solówka, która śmiało mogłaby aspirować do tytułu gitarowego hymnu U.S.A.

12 bardzo rozbudowanych, momentami wręcz przekombinowanych utworów to chyba jednak trochę za dużo dla 'standardowego' słuchacza. Ale nie oznacza to wcale, że płytę tę należy odrzucić na bok... wręcz przeciwnie. Ponad 50 minut wyczynów MacAlpine'a to bardzo ciekawa propozycja dla fanów nowoczesnego metalu okraszonego klasycznymi zagrywkami. Jeżeli więc lubicie gitarowe podróże po różnych zakątkach muzycznego wszechświata najnowsze wydawnictwo Tonego takie właśnie wyprawy Wam gwarantuje.

Kamil Śliwiński