Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / XXV lat później

XXV lat później - Hunter

XXV lat później

Wykonawca:

Hunter

Gatunek:

Metal

9 /10

Hunter, jedna z - możemy to chyba powiedzieć - legend polskiego heavy metalu obchodzi dwudzieste piąte urodziny. Trzeci rok z rzędu :). Tym razem w ramach świętowania ukazuje się specjalne wydawnictwo DVD z zapisem dwóch koncertów oraz dodatkami poświęconymi grupie.

Band Pawła Grzegorczyka przez ponad ćwierćwiecze działalności dorobił się takiej samej liczby fanów jak i przeciwników, co może świadczyć o jego wielkości, wszak nikogo nie pozostawia obojętnym. Aby być uczciwym wobec Was i siebie muszę się przyznać, że bliżej mi raczej do drugiej z grup. Nie odmawiam Drakowi talentu, inteligencji i pomysłu na siebie, niemniej ten mnie - oględnie mówiąc - nie przekonuje. Jak mawia mój kumpel: oka sobie z tego powodu nie wyjmę, a i Hunter pewnie specjalnie nie traci na braku mojego poparcia.

Ale zostawmy te dywagacje na boku. Szeroko pojęty profesjonalizm wymaga ode mnie obiektywnego podejścia do płyty, tak więc skupię się na tych aspektach, które w DVD są najważniejsze: pomyśle na owo, jego realizacji, jakości dźwięku/obrazu, doborze utworów itp. I od razu mogę przyznać, że te kwestie stoją na bardzo wysokim poziomie.

DVD "XXV lat później" składa się z dwóch płyt. Przyjrzyjmy się im po kolei. Pierwsza to zapis jubileuszowego koncertu Huntera w warszawskiej Stodole, który odbył się 7 września 2009 r. Co tu łgać, co tu kryć - został on zrealizowany kapitalnie! Scenografia, klimatem nawiązująca do okładki promowanego wtedy "HellWood" jest świetna - te strzeliste, pokręcone ni to drzewa, ni to krzewy, te mikrofony upstrzone liśćmi… Wrażenie robi również "wizyta" Galindów (grupy, która stara się odtworzyć życie tego słowiańskiego plemienia, które zamieszkiwało tereny niedaleko rodzinnego dla Huntera Szczytna), którzy z pochodniami przechadzali się wśród publiki. Drak i jego koledzy bawią się równie dobrze (szalony Jelonek!), co stojący pod sceną, wszystko odbywa się na luzie: muzycy lekko grają tą ciężką przecież muzykę, dowcipkują (prym wiedzie oczywiście Grzegorczyk), fani za to śpiewają wszystkie bez wyjątku teksty.

Możemy to usłyszeć dzięki naprawdę rewelacyjnemu, selektywnemu dźwiękowi (miło, że możemy wybrać wersję stereo lub przestrzenny 5+1), który nie ustępuje starannie wyreżyserowanej oprawie wizualnej, choć jej rozdzielczość mogłaby być większa. Zestaw zaproponowany w Stodole specjalnie nie zaskakuje: dominują utwory z "HellWood" (7 piosenek), ale i pozostałe trzy płyty mają swoich sztandarowych reprezentantów. Są więc "Misery" i "Freedom" z "Reqiuem", są "Kiedy umieram" i "Fallen" z "Medeis", nie zabrakło "Wyznawców" i utworu tytułowego z "T.E.L.I." - sensownie dobrany przekrój dorobku grupy.

Drugi krążek składa się z kilku wartościowych dla fanów elementów. Po pierwsze dostajemy zapis koncertu z klubu WFF we Wrocławiu, który miał miejsce 8 marca 2008 r. Nie jest on tak efektowny, jak gig ze Stodoły, nie ma takiej oprawy, nie brzmi tak dobrze, ale i tak prezentuje się interesująco. Przede wszystkim ze względu na repertuar: z piętnastu kawałów aż 5 pochodzi z "Medeis". Ciekawostką są numery "The Cuckoos Nest", który później przerodził się w "Strasznika" oraz cover "Hey Ya!" duetu OutKast - punkowo potraktowany nawet mnie, malkontentowi, niezwykle się spodobał! Inna ważna dla fanów kwestia, to bębnienie Brooza - pierwszego perkusisty Huntera nie mogło braknąć na rocznicowym wydawnictwie. Bardzo fajnym elementem jest dwudziestominutowy film "XXV lat wcześniej", który prezentuje w zabawny sposób historię grupy, począwszy od pierwszych występów w Szczytnie. Wisienką na torcie jest zbór teledysków zespołu oraz fotogalerie (obecne na obu krążkach)

Tak więc wydawnictwo "XXV lat później" to naprawdę dobry materiał, który ucieszy wszystkich fanów Huntera. Ja jednak, ani żaden oponent, po jego obejrzeniu nie stanę po drugiej stronie barykady. Niemniej osobiście upewniłem się, że Drakowi i spółce należy się szacunek za to, co robią. Niech on i ocena niniejszego DVD będą moimi prezentami urodzinowymi dla Huntera :).

BTW: zastanawiam się, czy jest szansa, by wyplenić ten durny zwyczaj publiki, która zwykła drzeć się: "(nazwa zespołu) grać, kurwa mać!". Nawet worek ziemniaków sprawia wrażenie inteligentniejszego, niż autorzy takich zawołań…

Jurek Gibadło