Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Light Rotting Out

Light Rotting Out - Wreck of The Hesperus

Light Rotting Out

Wykonawca:

Wreck of The Hesperus

8 /10

Wreck of The Hesperus już na debiutanckim albumie sprzed pięciu lat (boleśnie) pokazał, że jest jednym z najbardziej ekstremalnych, funeralowych tworów na europejskiej scenie doom metalowej. Następca "The Sunken Threshold" dowodzi, że tak długa przerwa między jednym a drugim wydawnictwem zdecydowanie Irlandczyków nie zmiękczyła.

Od razu zaznaczę, że "Light Rotting Out" to propozycja właściwie wyłącznie dla fanów, czy może raczej fanatyków, gatunku, dla których pogrzebowe klimaty są chlebem powszednim. Kapela nie podejmuje bowiem jakichkolwiek starań, które mogłyby ułatwić niewprawionym słuchaczom kontakt z recenzowanym krążkiem. Żadnej taryfy ulgowej, anemicznego choćby słonecznego promyczka czy gładkiego, przyjaznego dźwięku. Śladów melodii nie wytropiłby tu ani Winnetou, ani śledczy najlepszy z najlepszych - Macierewicz Antoni.

Wreck of The Hesperus wyróżnia na funeral doom metalowej scenie kilka cech charakterystycznych. Po pierwsze, coś, co przesądza o ekstremalnym charakterze zespołu - wyjątkowo obskurny, brudny klimat. To zdecydowany krok naprzód w porównaniu z debiutem, który - choć bardzo surowy - przytłaczał jednak monotonią, wybijającą się tam na pierwszy plan. Dziś niewiele zespołów może równać się pod względem kreowania atmosfery z Irlandczykami. O ile znaczna część przedstawicieli gatunku opiera się w dużej mierze na melancholii czy wszelkich innych, możliwych odcieniach smutku, tak muzyka generowana przez bohaterów tej opowieści wiąże się wręcz z zadawaniem fizycznego bólu. Ta płyta aż kłuje po uszach i wcale nie chce dać się polubić. Ciekawym, a przy tym oryginalnym zabiegiem jest również częste stosowanie pauz, podczas których zespół całkowicie zamiera. To operowanie momentami ciszy nie tylko jeszcze bardziej spowalnia te, i tak miażdżąco wolne tempa, ale też bezceremonialnie rozbija utwory na krótsze epizody.                   

Kiedy już słuchacz przeczołga się przez ścieżkę zdrowia w postaci dwóch pierwszych kawałków, stanowiących połowę krążka, czeka go jeszcze wyzwanie w postaci trzeciego, zamykającego "Light Rotting Out" ponad dwudziestominutowego "The Holy Rheum". To monstrum, a zwłaszcza jego pierwsza część, jest gęste jak smoła, w której jeszcze bardziej wzrasta intensywność wykorzystywania talerzy perkusyjnych, bardzo charakterystycznego dla Irlandczyków patentu. Drugą część utworu rozjaśnia nieco czysty wokal samego Alberta Witchfindera (znanego z miliona projektów, a przede wszystkim z nieodżałowanego Reverend Bizarre), który tworzy świetny duet z wrzeszcząco-harkoczącym wokalistą Hesperusa - AC Rotttem.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o samym wydaniu materiału. Płytę opakowano w dość cienki ekopack, ale za to formatu A5. Zamiast standardowej książeczki, dołączone zostały  cztery karty z grubego papieru, ozdobione grafikami, przyporządkowanymi każdemu z utworów. Niby nic szczególnego, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jakie cuda wyprawiają niektóre wytwórnie z limitowanymi edycjami albumów, ale to ascetyczne i surowe, a jednocześnie całkiem nietypowe opakowanie, świetnie współgra z muzyką trio.

"Light Rotting Out" to rzecz wyłącznie dla odważnych bywalców funeralowego salonu, ale z pewnością bardzo wartościowa. Nie widzę więc możliwości, by ten krążek nie przypadł im do gustu.

Szymon Kubicki