Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hope of Retaliation & The Fallen One Of Flames / Satanic Zeitgeist

Hope of Retaliation & The Fallen One Of Flames / Satanic Zeitgeist - Black Crucifixion

Hope of Retaliation & The Fallen One Of Flames / Satanic Zeitgeist

Wykonawca:

Black Crucifixion

Gatunek:

Black metal

5 /10

W tym roku mija dwudziesta rocznica powstania Black Crucifixion, a to doskonała okazja do jubileuszowych albumów. Skorzystała z tego Soulseller Records i zafundowała słuchaczom aż dwa oddzielnie wydane krążki; jeden z gatunku archeologicznego, oraz drugi z nowym materiałem studyjnym zespołu. Po dokładniejszym przyjrzeniu się ich zawartości, trudno oprzeć się wrażeniu, że trochę to wszystko naciągane.

Black Crucifixion to pionierzy fińskiej sceny blackmetalowej. Nazwa ta często wymieniana jest jednym tchem z Beherit, nie tyle ze względu na zbieżność muzyczną, co raczej przez zbliżony moment startu i początkowe powiązania personalne obydwu formacji. Black Crucifixion powstał w roku 1991, ale debiutancki album ujrzał światło dzienne dopiero 15 lat później. Wcześniej ukazały się jedynie demo oraz epka, a kapela przez wiele lat nie funkcjonowała. Kult jednak pozostał kultem, nawet jeśli na dobrą sprawę nie został poparty niczym więcej, poza stażem.

Zacznę od wykopalisk. “The Fallen One Of Flames / Satanic Zeitgeist" to upchnięte na jednym krążku dwa materiały Finów - minialbum z 1992 roku oraz koncert zarejestrowany w sierpniu '91. Nie są to jednak żadne niedostępne wcześniej rary. "The Fallen One Of Flames" zostało już wznowione w roku 2004, zaś "Satanic Zeitgeist" ujrzał światło dzienne ledwie dwa lata temu. Ponowne zbieranie tych rehów do kupy wygląda mi na daleko posunięty merkantylizm oraz próbę opchnięcia drugi raz tego samego towaru... Ale może to tylko odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. O ile jednak “The Fallen One Of Flames", mimo oczywistego demówkowego brzmienia, broni się jeszcze całkiem nieźle, tak "Satanic Zeitgeist" to generalnie porażka. Black Crucifixion brzmi tu (a właściwie w ogóle nie brzmi) jak grający w piwnicy, kompletnie amatorski band, który dzień wcześniej wziął do ręki instrumenty. Co ciekawe, najlepiej słychać to w coverach, na przykład w żenującej wersji klasyka Venom "In League With Satan", który trudno przecież uznać za szczególnie skomplikowany.

“Hope of Retaliation" to z kolei album uparcie nazywany przez wytwórnię nową płytą Black Crucifixion, choć znalazły się tu tylko cztery (!) premierowe kompozycje (w tym półtoraminutowy "Night Birds Sing Your Demise", stanowiący w zasadzie intro), zaś dalsze pięć utworów to koncertowe wykonania kawałków z wcześniejszego okresu działalności bandu. Cóż, moja definicja tego albumu jest nieco inna. Nowe tracki są całkiem niezłe, utrzymane w szybszych tempach balansują między black a dark metalem. Wyróżnia się tu zwłaszcza "Blood Soaked Snow", choć kapeli wyraźnie zabrakło pomysłu na jego sensowne zakończenie. Tak naprawdę, trudno na podstawie tej skąpej porcji nowych pomysłów powiedzieć cokolwiek na temat obecnej kondycji zespołu. Słuchacz nie dowie się tego tym bardziej z odsłuchu zarejestrowanych na żywo ‘klasyków’ (przy okazji, ani na promówce, ani w materiałach promocyjnych labela nie podano żadnych szczegółów na temat daty czy miejsca ich nagrania). Owszem, nadałyby się jako bonus, ale wypełnianie nimi ‘pełnometrażowego’ krążka to po prostu bardzo niefajny zabieg.

Nie wiem, do kogo, poza garstką maniaków starej fińskiej szkoły, kierowane są te wydawnictwa. Złośliwie można by powiedzieć - jaki band, taki jubileusz. Bardziej słuszne byłoby jednak chyba skarcenie samej wytwórni, która bezczelnie i na siłę wciska niepełnowartościowy produkt. Dla mnie sprawa jest więcej niż prosta - szkoda na to zarówno czasu, jak i pieniędzy.

Szymon Kubicki