Kup Magazyn Gitarzysta

Filth - Whalesong

Filth

Wykonawca:

Whalesong

7 /10

Muzyka industrialna jakoś nigdy nie zdobyła należytej popularności w naszym kraju. Debiut Whalesong cieszy tym bardziej. Nie tylko to jednak powoduje, że z "Filth" warto się zapoznać.

Historia muzyki zna już jeden sławny debiut zatytułowany "Filth". Mówię oczywiście o Swans i ich pierwszej płycie, którą zespół w pierwszej połowie lat '80 na dobre zdefiniował industrial (oczywiście na spółkę z całą masą innych artystów). "Łabędziom" oraz pozostałym muzykom ich nurtu nie ma się co dziwić, że grali takie a nie inne dźwięki. Mieszkając w brzydkich, przepełnionych smogiem miastach przemysłowych, ciężko wykrzesać w sobie na tyle entuzjazmu, by pisać miłe dla ucha ballady miłosne. By wyrzucić z siebie frustracje, przekrzyczeć wszechobecny hałas, trzeba grać muzykę histerycznie głośną, agresywną i pozbawioną człowieczeństwa. Z drugiej strony, czy człowiek sam nie staje się w takich warunkach maszyną?

Członkowie Whalesong sami przyznają, że istotną inspiracją dla nich był fakt pomieszkiwania na… Śląsku. I faktycznie, kto choć raz wybrał się na spacer po obrzeżach choćby Katowic, wyczuje w muzyce duetu ten sam klimat. Słuchając "Filth" widzę sprawnie funkcjonującą fabrykę, gdzie ludzie pełnią rolę tylko narzędzi. Czuję przykry zapach spawanego oraz wytapianego metalu. Zewsząd lecą iskry, słychać potężne uderzenia młotów pneumatycznych. Wszystko zlewa się na przerażającą, kakofoniczną symfonię…

Nie tylko specyficzna atmosfera stanowi o intrygującym charakterze płyty, ale także to, że Neithan i Matis uzyskali ją za pomocą stosunkowo skromnych środków. Na utwory składają się masywne gitary, samplowana perkusja i niski wokal raz brzmiący jak growl raz bardziej jak ponura recytacja. Pewnym wyjątkiem jest tutaj "Toxic Rains Fall Upon The Earth", gdzie brak ludzkiego głosu kompensuje chora elektronika.

Whalesong nagrali dojrzały debiut. Przyznaję, że na kolejnym albumie, do którego muzycy ponoć już nieśmiało się przymierzają, oczekuję więcej stricte autorskich pomysłów i subtelnego odcięcia pępowiny od ich bezpośrednich inspiratorów. Wtedy - za 2-3 wydawnictwa - mają szansę na nagranie naprawdę wybitnego albumu.

Jacek Walewski