Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / XXIIXVIXVIIXIXXXI

XXIIXVIXVIIXIXXXI - Pussy Lovers

XXIIXVIXVIIXIXXXI

Wykonawca:

Pussy Lovers

Gatunek:

Hardcore

6 /10

Wybaczcie ostentację, ale powiedzmy to sobie szczerze drodzy Panowie, któż z nas nie jest miłośnikiem damskich ci… przepraszam, wagin? Jedni wolą je pieścić spokojnie, delikatnie i z umiarem. Hardcorowi koledzy z Krakowa, grupa Pussy Lovers, woli to zrobić szybko i agresywnie. Co kto lubi.

Pierwsze wydawnictwo kwartetu to trwająca nieco ponad kwadrans płyta "XXIIXVIXVIIXIXXXI". Już widzę te szydercze uśmiechy na twarzach posiadających szalone libido twardzieli i niewyżytych dziewoi, ale już śpieszę z usprawiedliwieniem - mamy do czynienia z pięcioutworową EPką, która skądinąd jest pięćdziesiątym wydawnictwem z błogosławieństwem portalu MegaTotal.pl (zainteresujcie się tą inicjatywą, serio, serio).

Tak jak wspomniałem, Pussy Lovers lubią szybko i mocno. Niestety, produkcję mają nie najlepszą, garażową, przez co nie do wszystkich mogą trafić ich argumenty. Garaż garażowi nierówny. Nawet jeśli jeździmy mercedesem, a składujemy go w przeciekającej lepiance, wtedy opinia o nas nie będzie zbyt pozytywna. Muzyka Cipkolubów mercedesem może nie jest, ale na ulicy (znaczy się na koncercie) się za nią obejrzysz - czasami grzeje do przodu, jak w drugiej części "XVI", czasami zaskakuje fajnym basem (zwrotki "XXIII"), czasami zalatuje grungem, co dane nam będzie usłyszeć w "XIX", a szczególnie w "XXI", gdzie wokalista Dominik Rajczak śpiewa z charakterystyczną dla stylu chrypką, by później przełączyć się na jeszcze bardziej charakterystyczną (tym razem dla cięższych klimatów) świnkę. Fajnie.

Pamiętacie Pulp Fiction? Kto nie oglądał, ten trąba! Quarantino wpadł na intrygujący pomysł z pomieszaniem kolejności scen. Podobnie jest, jeśli wierzyć autorom "XXIIXVIXVIIXIXXXI" z omawianą płytą. Z racji nie najlepszej jakości nagrania nawet nie starałem się wsłuchać w treść, za to pod względem muzyki jestem w stanie uwierzyć w ich zapewnienia.

Podsumujmy: panowie legitymują się całkiem przyjemnymi pomysłami i niewątpliwie na koncertach miło ich będzie posłuchać. Jednakże po pierwsze: ktoś wymyślił dawno temu, by krótkim EPkom nie wystawiać ocen wyższych niż 70-75% przyjętej klasyfikacji (wyższe stopnie są zarezerwowane dla pełnych wydawnictw). Po drugie: mamy tu do czynienia z brzmieniem, które niżej podpisanemu bardzo nie przypadło do gustu. A skoro recenzja to gatunek subiektywny, to ucinam od końcowej klasyfikacji jeszcze 10%. I moja solidarność w umiłowaniu wagin niczego tu nie zmieni.

Jurek Gibadło