Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Antimatter

Antimatter - Mord A Stigmata

Antimatter

Wykonawca:

Mord A Stigmata

Gatunek:

Black metal

9 /10

Niejednokrotnie już na łamach Gitarzysty podkreślałem wyjątkową kreatywność wielu blackmetalowych zespołów, wciąż udowadniających, że to zdecydowanie najbardziej progresywny gatunek we współczesnym metalu. Mord'A'Stigmata stanowi kolejny dowód na potwierdzenie tej tezy. Dowód, co ciekawe, z naszego rodzimego podwórka.

Niewiele powstaje w Polsce podobnych materiałów (zresztą, ja się nie znam, bowiem od zawsze aktywnie wprowadzam w życie maksymę 'cudze chwalicie, swego nie znacie'), a ostatnio podobne wrażenie wywarło na mnie jedynie Morowe, które nie wybiegało jednak aż tak dalece w progresywne obszary. Biorąc pod uwagę muzyczną wartość "Antimatter", nie mam wątpliwości, że gdyby Mord'A'Stigmata, zamiast ze Małopolski pochodziła z Francji lub Norwegii, byłoby o niej głośno. Taka chwila może, rzecz jasna, nadejść, bo zespół ma ku temu wszelkie predyspozycje, a czas pokaże, w jakim stopniu rumuńska Sun & Moon Records zdołała mu w tym pomóc. Fakt faktem, że płyta (choć wydawać by się mogło, że z Polski nieco bliżej) dotarła do mnie pocztą właśnie z Rumunii. Bywa i tak.

Przejdźmy do komplementów. Przede wszystkim, Mord'A'Stigmata posiada rzadką, acz niezwykle cenną umiejętność łączenia ekstremalnego przekazu i progresywnego podejścia do black metalu. Kapela potrafi grać niezwykle gęsto i furiacko intensywnie, a jednocześnie niekonwencjonalnie. Polacy robią to z niezwykłą łatwością i konsekwencją, zbliżając się na tym polu do Mayhem, Deathspell Omega, Blut Aus Nord i innych hord przecierających szlaki na awangardowym ugorze black metalu. Co więcej, choć z pozoru "Antimatter" wydaje się być krążkiem trudnoprzyswajalnym, cechuje go znakomita słuchalność; zespół nie zapomina bowiem o 'muzyczności' i nie zapuszcza się w labirynty jałowej kombinatoryki. To duża zaleta, bo już teraz nie mam najmniejszych wątpliwości, że po tę płytę będę sięgał częściej niż choćby po ostatnie, lekko męczące, dokonania Blut Aus Nord.

Nie chcę przy tym utrzymywać, że Mord'A'Stigmata pozostaje tworem bezwzględnie oryginalnym, bo mniej lub bardziej wyraźne nawiązania są tu chwilami całkiem czytelne. Co ciekawe, jako przykład można przywołać nie tylko Mayhem, ale również - dzięki niektórym czystym partiom wokalnym - Arcturus. Kto lubi, ten mógłby bawić się w wyliczanki i mnożyć nazwy, pytanie tylko, po co? Fakt pewnych inspiracji nie wywiera wcale negatywnego wpływu na odbiór "Antimatter".

Mord'A'Stigmata ma własną tożsamość i, powtórzę raz jeszcze tezę z początku recenzji, gdyby nie uwarunkowania geograficzne, za chwilę mogłoby się okazać, że ktoś napisze - 'ten zespół brzmi całkiem jak Mord'A'Stigmata'. "Antimatter" wyposażony został przez swych twórców w wiele muzycznych warstw, które słuchacz z niemalejącą satysfakcją odkrywa, kawałek po kawałku. Słuchajcie więc, eksplorujcie ten krążek wciąż, na nowo, i nie pozwólcie mu przepaść w nieskończenie głębokich otchłaniach polskiego undergroundu. Amen.  

Szymon Kubicki