Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Junk Of The Heart

Junk Of The Heart - The Kooks

Junk Of The Heart

Wykonawca:

The Kooks

Gatunek:

Indie rock

4 /10

Na przestrzeni dziejów muzyki rozrywkowej zawistni dziennikarze i krytycy ukuli wiele rodzajów syndromów, które dopadają poszczególne grupy (inna sprawa, że artyści solidarnie im w tym pomogli). I tak mamy syndrom płyty debiutanckiej, syndrom trudnej drugiej płyty (szczególnie, gdy zaliczy się rewelacyjny debiut), wreszcie syndrom trzeciej płyty (czy band jest w stanie utrzymać formę po dwóch zdanych egzaminach).

Na potrzeby Iron Maiden można by nawet stworzyć syndrom dziesiątej i jedenastej płyty, ale zostawmy już te dywagacje. Coś bowiem jest w tej trzeciej płycie, a właśnie nadziewają się na nią chłopaczki z The Kooks. Indie rockowa młodzież zdaje się nie radzić sobie z ową, czego dowodem średnio udane płyty nr 3 Arctic Monkeys, The Strokes czy Interpolu (Btw - mój znajomy twierdzi, że najgorszą trzecią płytą szczycą się The Libertines - joke polega na tym, że takowej po prostu nie wydali).

Nie można było odmówić przebojowości dwóm poprzednim albumom piątki z Brighton, szczególnie udanemu "Konk". Ja wiem - to raczej muzyka dla gimnazjalistek, które pewnie bardziej skupiały się na ślicznych buziach chłopiąt z The Kooks, niż na ich muzyce, ale nie ukrywam - lepiej, żeby gdzieś im tam w głowach huczała muzyka około rockowa niż hiciory z radia ESKA.

Niestety, tym razem Twoja młodsza indie-siostra nie poszaleje zbytnio przy "Junk of the Heart", a jej indie-chłopak prędzej zapoda Smerfne Hity, niż tą płytę - przynajmniej będzie śmiesznie. Trzeba Ci, Czytelniku, wiedzieć, że trafiło na wyjątkowo bezjajeczny album. Nie ma tu tych frywolnych, bezczelnych hitów - to raczej próba zdefiniowania się w nieco ambitniejszych klimatach. Nieudana i w dodatku cholernie krótka (37 minut). "Time Above the Earth" pewnie miało być nawiązaniem do twórczości Petera Gabriela, ale rozbuchana niebiańska aranżacja ze skrzypkami w tle najzwyczajniej mdli, singlowy "Junk of the Heart (Happy)" nawet nie próbuje udawać, że ma w sobie dawkę starej przebojowości (no, może refren nie jest taki najgorszy). Totalnie bezpłciowe są kawałki "Killing Me" i "Petulia".

Jest tu kilka numerów, którymi kwintet chce nam zamydlić oczy i przykryć swoją - dalibóg czasową - impotencję. Beatlesowskie "Taking Pictures of You" to numer całkiem udany i chwytliwy, raczej dla wyrobionego słuchacza. Podobnie rzecz ma się z bluesującym "Fuck of the World" (w oryginale grzecznie wygwiazdkowanym), którego drive spodoba się zarówno dzieciarni, jak i Tobie. Trochę tej niewinnej radości objawiającej się szybkim rytmem i pulsującym basem jest w "Is it me". I to by było na tyle.

Na pocieszenie chciałbym kolegów z The Kooks uspokoić - nic mi nie wiadomo o syndromie czwartej płyty. Polecam więc jak najszybciej zapomnieć o tej wpadce, wyzwolić z siebie trochę energii (broń Boże iść śladami "dojrzałego" Alexa Turnera!) i nagrać płytę z prawdziwego zdarzenia.

Jurek Gibadło