Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Brighter Days

Brighter Days - JJ Grey & Mofro

Brighter Days

Wykonawca:

JJ Grey & Mofro

Gatunek:

Blues

7 /10

Młodzi wykonawcy wiedzą, że aby utrzymać się na fali popularności wypadałoby wydawać album co roku. JJ Grey & Mofro może i do zupełnych młodzieniaszków się nie zaliczają, ale jedna dekada na rynku fonograficznym nie daje im jeszcze statusu legendy.

Zespół jednak jest na dobrej drodze, od 2007 r. wydaje płyty w zaledwie rocznych odstępach. W związku z dziesięcioleciem istnienia ukazał się pierwszy w historii Mofro album koncertowy, na dodatek zawierający wersje CD i DVD.

Lider formacji, czyli JJ Grey urodził się na Florydzie i nigdy nie lekceważył swojego pochodzenia. Jego teksty często odzwierciedlały uwielbienie autora do przyrody rodzimych okolic oraz problemów życia codziennego.  Muzyka również nie pozostała dłużna tym fascynacjom, a dopasowanie kapeli do gatunku "bagienny rock" miało ją wyróżnić. Takie zabiegi okazały się zbędne, JJ Grey & Mofro ma wyrazisty styl, co udowadnia począwszy od 2001 r. i debiutanckiej płyty "Blackwater". Zeszłoroczny album "Georgia Warhorse" miał najbardziej dojrzałe brzmienie z dotychczasowych i spodziewałem dalszego ciągu. Póki co wiem, że jeszcze sobie poczekam.

"Brighter Days" to siódmy album w dorobku JJ Grey’a i jednocześnie pierwszy koncertowy. Materiał został zarejestrowany w Atlancie, w styczniu 2011 r. Na krążku CD umieszczono aż dwie godziny muzyki, wersja DVD zawiera dodatkowe trzy utwory nie znajdujące się na CD oraz krótkie filmiki dokumentalne o zespole. Wśród nich znalazły się wywiady z muzykami, szefem wytwórni Alligator, czyli Brucem Iglauerem oraz sporo niesamowitych ujęć z rodzinnej miejscowości JJ Grey’a. Nie wiem, czy dobrym pomysłem było umieszczenie fragmentów tego filmu pomiędzy poszczególnymi utworami, ale na szczęście stanowią one osobne "rozdziały" w menu płyty, więc nie ma problemu z ich przewinięciem. Od strony muzycznej jest bardzo przyzwoicie, lecz bez rewelacji. Setlista składa się z utworów pozbieranych z różnych płyt co dla wielu może okazać się zaletą. Mi bardziej zależało na kawałkach z ostatniego albumu, co prawda można ich więcej znaleźć na wersji DVD, jednak ich wykonanie studyjne bardziej mnie zachwyciło. Nie jestem też przekonany do tak dużej ilości wolnych utworów, które najzwyczajniej w świecie mogą znużyć. No i wreszcie długość poszczególnych kompozycji. Zwarte, funkujące formy JJ Grey’a nie są moim zdaniem odpowiednie do wydłużania ich aż do 8, 9 albo 11 minut.

Takie wydawnictwa, jak "Brighter Days" kierowane są z reguły do wiernych fanów zespołu. Ci z pewnością czekają od lat na koncertowy album i bez wątpienia przyjmą go z wypiekami na twarzy. Malkontenci mogą  sobie powybierać z dwóch płyt najbardziej interesujące momenty, wszak na "Brighter Days" jest ich naprawdę sporo. Tak czy owak, polecam!

Kuba Chmiel