Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Weightless

Weightless - Animals As Leaders

Weightless

Wykonawca:

Animals As Leaders

Gatunek:

Djent

8 /10

Nad zawartością tego albumu powinni się rozwodzić nasi redaktorzy z papierowego Gitarzysty. Wydaje się, że mi (oraz reszcie kolegów z redakcji) może brakować kompetencji by do końca zrozumieć to, co dzieje się na ‘’Weightless’’ i ze starcia z nowym dziełem Tosina Abasiego wyjść zwycięskim.

Prawda jest taka, że w pewnym sensie Tosin oraz towarzysząca mu dwójka muzyków stoją pomiędzy piekłem a niebem. Dlaczego? Bo czarnoskóry Abasi wychwalany przez Steve’a Vai, utalentowany mistrz blastu i nie tylko Navene Koperweis oraz Latynos Javier Reyes prawdopodobnie zaprzedali duszę diabłu by móc dostąpić niebiańskiego absolutu. Z mojej perspektywy, jako fana djentu oraz perkusisty amatora, to co słyszę na ‘’Weightless’’ wydaje mi się wręcz nieludzkie, mocno nienaturalne i zaprogramowane do granic możliwości, ale wiem jak gra Navene i wierzę w każde bicie, każdą polirytmię na tym albumie. Nie jestem w stanie pojąć skomplikowania wszystkich partii gitarowych, ale powiedzmy, że gdy Tosin i spółka przyspieszają (a takich fragmentów nie jest  wybitnie dużo) przynajmniej wiem, że to metal, a nie eksperymentalny jazz. Nie bez powodu mówię o tym gatunku, ponieważ punktem wyjścia do polubienia Animals As Leaders jest zmiana toku myślenia i rozumienia metalowej muzyki.

Tosin Abasi z gitarą w ręce coraz bardziej oddala się od metalowego środowiska. Ocean dźwięków na ‘’Weightless’’ jest tak szeroki, że nie sposób przebrnąć przez niego za jednym podejściem. Toteż, radzę przygotować się na dwa spokojne odsłuchy i pociąć sobie ten album na dwie większe EP. Zaaplikowanie sobie dwunastu utworów Animals As Leaders pod rząd, to wyczyn nie mniejszy niż katowanie się debiutem Periphery dłużej niż godzinę. A jeśli szukasz ‘’hitów’’ ogarnij (z uwagą) ‘’David’’ oraz ‘’Do Not Go Gently’’. Mówiąc kolokwialnie, dwie największe kosy z tego albumu.

O dziwo, a byłoby to atakiem na styl grupy, brakuje mi tutaj wokali. Konglomerat dźwięków wszelakich, zapętlonych efektów i niepowtarzalności w grze obu gitarowych oraz perkusisty robota, na przełamaniu anty-piosenkowego charakteru, mógłby tylko zyskać. Z tego co wiem, były przymiarki do damskiego wokalu jako dodatku do jednego z utworów, ale pomysł spalił na panewce. Może kiedyś.

P.S

Czekam aż do składu dojdzie basista. Javier wspaniale obsługuje 7 oraz 8 strun, ale bas - choć wyraźnie słychać go na albumie, na koncertach jest tylko samplowanym smaczkiem.

Grzegorz ‘’Chain’’ Pindor