Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hit and Run Revisited

Hit and Run Revisited - Girlschool

Hit and Run Revisited

Wykonawca:

Girlschool

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Dość sceptycznie podchodzę do pomysłów wydawania po latach odświeżonych wersji starych, klasycznych płyt. Nieodmiennie mam wrażenie, że jest to przejaw niemocy twórczej,  a już na pewno prosty sposób na sprzedaż tego samego towaru dwa razy. Nie zawsze przemawiają też do mnie teorie, dorabiane przy tego typu działaniach, mające wyjaśniać przyczyny takich inicjatyw.

Tym razem, panie z zespołu Girlschool wymyśliły sobie, że z okazji 30 rocznicy wydania płyty "Hit and Run" nagrają ów materiał ponownie. Jak łatwo policzyć, pierwotnie album ukazał się na rynku w roku 1981 i był drugą pozycją w dyskografii zespołu. Zawierał 11 prostych, krótkich (3-4 minuty) i dziarskich utworów, zagranych z prawie punkową werwą. Stylistycznie całość mocno przypominała dokonania Motorhead. Wersja AD 2011 poszerzona została o dwa bonusy, i od strony producencko-wykonawczej brzmi trochę inaczej - mocniej, soczyściej i agresywniej. Wokalnie także jest nieco lepiej niż na oryginale, bo przynajmniej nie zalatuje aż tak glam rockiem. Zresztą, gościnny udział Doro Pesch w utworze bonusowym pokazuje dość dobitnie, ile mogłyby zyskać propozycje Girlschool, ozdobione bardziej wyrazistym wokalem.

Ale, czy ten nowoczesny szlif wniósł jakąkolwiek wartość dodaną do czegoś dobrze znanego od trzech dekad? Moim zdaniem, niespecjalnie. To tak, jak ze starym samochodem - czyszczenie karoserii i obić foteli czy też wymiana gałki zmiany biegów nie spowoduje, że będzie to zupełnie inne auto. To tylko wizualna zmiana mało znaczących detali, nijak nie wpływająca na fakt, że to ten sam 30-letni, niezbyt nowoczesny i ekonomiczny samochód. Porównanie mocno naciągane i demagogiczne, ale mimo to dość dobrze oddaje moje wrażenia po przesłuchaniu płyty. Dalej mamy bowiem zbiór tych samych, dobrze znanych kompozycji, które mnie akurat w większej dawce nudzą (zawsze wolałem posłuchać pierwowzoru, tj. Motorhead). Oczywiście, te najlepsze kawałki z oryginału, jak "Hit and run", "C'mon Let's Go", "The Hunter" czy "Yeah Right" również po latach brzmią interesująco. Ale to wszystko już było.

Nie wiem, dla kogo jest ta płyta, czyli - jak mówią macherzy od PR - kto jest tu targetem? Jeżeli zespół chce zdobyć nowych słuchaczy, to jest to na pewno dobry ruch - sprawdzone i ograne na setkach koncertów utwory-pewniaki mogą zwabić miłośników takiego grania (pod warunkiem, że gdzieś się jeszcze ostali). Fani grupy, mający w swych kolekcjach oryginalną, pierwotną wersję, spokojnie mogą darować sobie ten zakup. No chyba, że ktoś koniecznie musi posiadać kompletną dyskografię, wtedy - proszę bardzo.

Girlschool pozostaje jednym z niewielu w całości babskich formacji na rockowej scenie, ale dla mojej oceny albumu fakt ten nie ma znaczenia; nie jestem zwolennikiem parytetów.

Robert Trusiak