Kup Magazyn Gitarzysta

Dualism - Textures

Dualism

Wykonawca:

Textures

8 /10

Kiedy ze składu Textures wystąpił Eric Kalsbeek - wokalista z sześcioletnim stażem w kapeli, zadałem sobie istotne pytanie (zaraz po westchnieniu pełnym rozpaczy) - co to dalej będzie? Muzyka Holendrów niewątpliwie potrafi obronić się sama, jednak styl wokalny Erica będący połączeniem metalcore'owych wrzasków z partiami, których nie powstydziłby się Devin Townsend, stanowił połowę radości, jaką odczuwałem słuchając ich kompozycji.

Całe szczęście, chłopaki wybrnęli z kłopotu najlepiej jak mogli. Zatrudnili swojego kolegę z Cilice, który możliwościami wokalnymi dorównuje, jeśli nie przewyższa swojego poprzednika. W takim składzie nagrali właśnie płytę nazwaną "Dualism". Po kilkunastu przesłuchaniach tego niespełna godzinnego materiału mogę śmiało stwierdzić - Textures ewoluowali i poszli w skrajności. Złagodzili motywy delikatne, a ciężkie fragmenty jeszcze bardziej wyostrzyli. Nie uświadczymy tutaj co prawda zbyt wiele szybkich partii, jak to miało miejsce na "Sillhouettes", jednak walcowate, połamane riffy stanowią ekwiwalent tak pojmowanej ciężkości.

Niewątpliwym atutem albumu jest jego klimat. Niełatwy do sprecyzowania, jednak wręcz namacalny. Mając w głowie teledysk do Awake z wcześniejszej płyty, "Dualism" wydaje się również nieco 'pływającą' produkcją. Wystarczy przytoczyć takie utwory jak "Consonant Hemispheres" (którego struktura wydaje się inspirowana wspomnianym już "Awake"), czy następny w kolejności "Burning The Midnight Oil". Progresywny rock w nowoczesnej postaci prowadzi zgodnie ścieżki połamanych bębnów z wolno rozkładanymi akordami gitarzystów. Czuć w tym głębię, czuć w tym groove, czasem nawet wkradnie się coś na kształt emocji (co w natłoku nowoczesnego technicznego grania okazuje się nader rzadkim składnikiem Muzyki).

Wspominałem o złagodzeniu części stylu... Trzeci na płycie "Reaching Home" musiał być pisany z myślą o listach przebojów. Ultra-czyste wokale, zagrywki na równie czyściutkich gitarach, przesterowana matematyka schowana na dalszy plan. Po "Sillhouettes" można było się spodziewać łagodnego oblicza zespołu, jednak tym razem nie uświadczymy niespodziewanego zwiększenia ciężaru w połowie kompozycji. Jest łagodnie do ostatnich sekund. Reszta numerów już śmielej sobie poczyna z żonglowaniem stylami. Polirytmia jest wszędzie, jak na Textures przystało, jednak muzykom udaje się sprawić, iż nie jest ona rażąca i nie pozwala traktować kapeli jedynie jako kolejnego matematycznego kolosa w stylu, dajmy na to, Periphery.

Dalej jest już dość standardowo, jak na Textures. Brzmienie wciąż pozostaje na tyle indywidualne, że znawcom tego typu grania bez trudu przyjdzie odgadnięcie załogi holenderskiej w nawale dźwięków. W każdym utworze sporo się dzieje, co z początku przesłania możliwość odróżnienia jednego numeru od drugiego. Kompozycje zlewają się w jedną 56 minutową suitę, czasem mamy do czynienia wręcz z niemal identycznymi motywami w dwóch różnych kawałkach (początek "Sanguine Draws The Oath" i "SIngularity"). Całe szczęście, że pomysł na oba riffy jest na tyle dobry, że nie dane mi było poczuć dyskomfortu, kiedy się przekonałem o tym podobieństwie.

Jedyne, czego mi brakuje, to solówek. Prawdopodobnie to zboczenie zawodowe, jednak trzeba przyznać, że gitarzyści już pokazali w przeszłości, że potrafią grać. Świadczy o tym choćby solówka w utworze "Lament of an Icarus" z poprzednika "Dualism". Jeśli jednak faktycznie mój lament sprowadzę do zwykłego czepiania się o brak solówek we współczesnej muzyce, to najnowsze dzieło Holendrów wypada lepiej niż przyzwoicie. Zarówno na tle swojego gatunku, jak i ostrej dźwięków w ogóle.

Piotr Rutkowski