Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dust Devil

Dust Devil - Lonely Kamel

Dust Devil

Wykonawca:

Lonely Kamel

Gatunek:

Rock

9 /10

Lonely Kamel zasuwa, niczym rozpędzony, niezmordowany wielbłąd po rozgrzanych piaskach pustyni. Kapela istnieje ledwie kilka lat, równo rok temu zachwycałem się w Gitarzyście jej drugim albumem "Blues for The Dead", wydanym nakładem Transubstans Records, a tymczasem Norwegowie zdołali w międzyczasie zmienić stajnię i powrócić z trzecim krążkiem, już w nowych barwach klubowych austriackiej Napalm Records.

Pośpiech pozostał bez wpływu na jakość "Dust Devil". To świetna płyta, która stanowi  kontynuację kierunku, obranego na dwu wcześniejszych materiałach. Przy okazji, dzięki nowym elementom, jest też kolejnym krokiem naprzód. Mimo niezbyt długiego stażu, Lonely Kamel dysponuje nie tylko charakterystycznym i rozpoznawalnym brzmieniem, ale również okopał się na pozycji jednej z najlepszych kapel z kręgu klasycznego rocka, czerpiącego garściami wszystko co najlepsze od blues-rockowych formacji z lat '70. Bluesowe zapędy odzwierciedla już gitarowy wstęp na samym początku "Grim Reefer", otwierający album. To jednak tylko smaczki, bo Lonely Kamel jest zdecydowanie i ogniście gitarowym zespołem rockowym.

Z szybszymi kawałkami, jak "Evil Man" (świetna solówka) sąsiadują cięższe kompozycje. Co ciekawe, czasem nawet bardzo ciężkie, jak w przypadku "Seventh Son", przeszło siedmiominutowego walca, z mocno podbitą partią basu i niemal doomową środkową partią. Podobnie jest z "Ragnarökr", w którym znów ciężkie brzmienie basu wychodzi na pierwszy plan. To bardzo istotne, nowe elementy w twórczości bandu, nie tylko dodające kolorytu i urozmaicające album, ale też dowodzące, że Lonely Kamel nie bardzo po drodze z wieloma typowo retro-rockowymi projektami, które koncentrują się przede wszystkim na tym, by jak najwierniej odwzorować dawnego muzycznego ducha oraz, nie tylko dzięki vintage’owym instrumentom, wyglądać jak przybysze z przeszłości.

To jest właśnie jedna z najistotniejszych cech twórczości Norwegów. Choć na każdym kroku słychać tu inspiracje zespołami sprzed kilku dekad, Lonely Kamel brzmi nowocześnie. Dodając do tego atuty, w postaci znakomitego wokalnego warsztatu Thomasa Brenna, zgrabnie pracującej sekcji rytmicznej (wsłuchajcie się na przykład w "Rotten Seed") i gitarzystów, chwalących się całą paletą zagrywek, otrzymujemy rockowy produkt najwyższej jakości. Wprawdzie amatorzy głębokich i wieloznacznych tekstów będą musieli przymknąć oko na chwilami głupkowatą twórczość Brenny (z takimi kwiatkami, jak "Killing a men is easy / When you’re evil like me", albo "I’m a bad ass son of a gun / with a licence to kill / I’m a man on a mission / I keep my shotgun loaded"), ale to w końcu muzyka rockowa, a nie praca dyplomowa z filozofii. Energia, pasja i groove. Czego chcieć więcej?

Szymon Kubicki