Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Legion Helvete

Legion Helvete - Tsjuder

Legion Helvete

Wykonawca:

Tsjuder

Gatunek:

Black metal

8 /10

Tradycyjny norweski black metal przeżywa kryzys. Takie opinie pojawiają się tu i tam, i rzeczywiście coś w tym chyba jest. W sytuacji, gdy gatunek ten pchany jest w najdziwaczniejsze rejony przez kapele, niekoniecznie pochodzące z kraju fiordów, stając się wręcz pieszczochem licznych (nawet niebranżowych) mediów, coraz trudniej natknąć się na pierwszorzędną płytę, wypełnioną klasycznym blackiem, bez udziwnień i eksperymentów.

Z jednej strony najwięksi z największych, jak Mayhem, Immortal czy Darkthrone poszli w inne dźwięki, z drugiej większość pozostałych norweskich kapel wydaje materiały wtórne, zlepione z przemielonych już niejednokrotnie pomysłów, męczące i nie nadające się do niczego więcej poza jednokrotnym przesłuchaniem. W takiej właśnie, nieciekawej sytuacji na odsiecz przybywa trzech jeźdźców apokalipsy z Piekielnego Legionu Tsjuder. Po trwającym kilka lat okresie demobilizacji, Norwegowie ponownie zwarli szeregi, zagrali parę bardzo udanych koncertów i wreszcie powracają z czwartym, pełnometrażowym albumem. Nie przełamie on zapewne tendencji spadkowej gatunku, ale przynajmniej pokaże, że wciąż jest szansa na wartościowe produkcje, cuchnące siarą i podstemplowane diabelskim kopytem.

Na kogo można liczyć, jeśli nie na Tsujder, twórców genialnego "Desert Northern Hell" z 2006 roku, krążka właściwie bez słabych punktów? Archetypicznie blackmetalowego, pędzącego na złamanie karku, a z drugiej strony uzbrojonego w niemal rockowy feeling. "Legion Helvete" to bardzo udany powrót. Choć nie dorównuje on poprzednikowi (zabrakło bardzo niewiele!), bez problemu wywalczył sobie sporo miejsca w moim wiecznie zatłoczonym odtwarzaczu. Tsjuder nie tylko wizerunkowo kultywuje najlepszym tradycjom czarnej sztuki, ale przede wszystkim czyni to poprzez tworzoną muzykę. Z jednej strony zespół cofa się prawie do demówkowych czasów, używając w lirykach niemal wyłącznie mowy ojczystej (a norweski i black metal są jak piwo i lodówka), z drugiej zaś nie jest to album aż tak furiacki, jak poprzedni.

Kapela nie zatraciła swego charakteru, wciąż obraca się w szybszych tempach, jednak nie zasuwa już, niczym TGV. Uchował się właściwie tylko jeden pędziwiatr, w postaci "Slakt", rozpoczynający się rockowym perkusyjnym intro. Nie zmienia to faktu, że "Legion Helvete" jest zbiorem świetnych, soczystych blackmetalowych kawałków, opartych na klasycznych dla gatunku riffach; do tego, całkiem zróżnicowanych i "nośnych". Krążek jest bardzo chwytliwy, a efekt ten udało się osiągnąć bez słodzenia i nadmiaru melodii. Tutaj trochę immortalowych riffów ("The Daemon Throne"), tam świetne motoryczne zakończenie ("Fra en Ratten Kiste"), do tego sporo galopady, a na koniec zabieg podobny do tego z "Desert Northern Hell", czyli przeszło dziesięciominutowy "Vart Helvete", swoiste podsumowanie, ekstrakt z całego albumu. Świetna rzecz, choć miłośnicy progresji pewnie i tak będą kręcić nosem.

Szymon Kubicki