Kup Magazyn Gitarzysta

Relusion - Hipgnosis

Relusion

Wykonawca:

Hipgnosis

8 /10

Krautrock w Polsce? W konserwatywnym Krakowie?! Słuchacze Radia Maryja będą oburzeni!

Mówię o tym (oburzeniu) z dwóch powodów. Po pierwsze, właśnie odświeżyłem sobie słynny filmik, na którym pan dziadzio wyzywa reporterkę TVN od volksdeutschów. Po drugie - treść płyty "Relusion" pochodzącego z dawnej stolicy Polski Hipgnosis, którą zainspirował najsłynniejszy naukowiec-ateista, Richard Dowkins i jego książka "Bóg urojony". Krótko mówiąc album stanowi o uwolnieniu umysłu z utartych schematów, o włączeniu myślenia i poczuciu się w pełni wolnym.

Właśnie taka jest muzyka Hipgnosis - mimo, iż z jednej strony wycyzelowana, bardzo przemyślana, to jednak mnóstwo w niej fantazji, wolności, radości z grania i próby ucieknięcia z każdej szuflady stylistycznej, do której recenzenci chcieliby zakwalifikować powstały w 2004 roku zespół.

O tym, że muzyce z "Relusion" najbliżej do progresywnego grania rodem z Niemiec, a la Tangerine Dream, niech świadczy instrumentarium: w składzie znajdziemy trójkę ludzi odpowiedzialnych za maltretowanie syntezatorów i raptem jednego gitarzystę, który raz na jakiś czas włącza się ze swoimi smakowitymi solówkami (w tej materii rządzi partia z tytułowego "Relusion"). Otwierający całość utwór "Cold" jest tego najlepszym przykładem. Mnie najbardziej ujmują fragmenty totalnie ambientowe - taka jest druga część "Cult of Cargo". Przestrzenna, kosmiczna wręcz! Podobną wolność i minimalistyczne pejzaże podziwia się w "Large Hadron Collider" - ponad dwudziestominutowej suicie, która od pojedynczych plam dźwięku z wolna rozwija się, by wybuchnąć prog rockowymi odlotami.

Daje radę wokalistka składu, KuL, która ma charakterystyczną, delikatną barwę głosu, świetnie sprawdzającą się w odrealnionych wokalizach. Zdarza jej się także zabrzmieć jak… młoda Bjork w "Dr What" - te zaśpiewy budzą jednoznaczne skojarzenia.
Jedyna uwaga, jaką mam do Hipgnosis, a przy okazji do 95% polskich zespołów obracających się w kręgach rocka progresywnego, to swego rodzaju monotonia klimatu, skal, tonacji - każdy utwór jest smutny, schizofreniczny, wykorzystujący podobne akordy. Wiem, że wynika to z koncepcyjności tego gatunku, ale przecież można ją zaprezentować nieco bardziej różnorodnie (pierwsze z brzegu przykłady: "Anno Domini High Definition" Riverside czy "Cinematic" Lebowskiego).

Ale to tylko nic nie znacząca łyżka dziegciu, bowiem "Relusion" to kilkadziesiąt minut znakomitego, klimatycznego, przemyślanego grania, które wciąga i - zgodnie z wolą autorów - otwiera umysł.

Jurek Gibadło